czwartek, 26 listopada 2009

środa, 18 listopada 2009

Miłość od pierwszego zjedzenia :-)

Przyjechał!
Przyjechał do mnie właśnie dzisiaj.
Przywiózł go młody chłopak. W pierwszym momencie pomyślałam, że to inna paczka, która miała do mnie przyjść, a tu taka niespodzianka.
Otwieram pudełko, a w środku on ;-) Okrąglutki, pachnący, świeży, naturalny, żółciutki.
Już kiedy go zamawialiśmy wiedziałam, że to będzie miłość od pierwszego powąchania, ukrojenia, podgryzienia.
Teraz siedzę sobie z nim ;-) i kieliszkiem wina i mówię mu jak bardzo go Kocham ;-)
Mój kochany ser!!!!!!!!
Zobaczyliśmy go przypadkowo i postanowiliśmy go ściągnąć do siebie. Gdzie znaleźliśmy? www.ekosery.pl
Przyjechał z Farmy pod Świerkami z Wielkopolski, nazywa się Kreuzer.
Jego nazwa pochodzi od przedwojennej nazwy gminy Kreuzer.Można go kochać w różnych odmianach, naturalny śmietankowy Kreuzer au naturelle, a także z różnymi aromatycznymi dodatkami np. bazylią, oregano, kminkiem, estragonem, pokrzywą, lubczykiem lub tymiankiem.
Możecie sobie wyobrazić, jest tak smaczny, że chciałabym być w tym serze.
Powiedziałam nawet w domu, że mogłabym być takim nocnym złodziejem i zakraść się na Farmę z butelką wina po to żeby podgryzać każdy ser, który tam leży w piwniczce na topolowych półach.
Żeby jeszcze go przybliżyć zacytuję tylko kilaka zdań ze strony Pani Beaty i Pana Leszka: „Sery formowane są ręcznie w profesjonalnych, holenderskich formach, dzięki którym przyjmują doskonały kształt spłaszczonej kuli o wadze ok. 700-800gram. Dojrzewają przez minimum miesiąc (latem krócej, bo temperatura w piwniczce rośnie), ułożone na topolowych półkach. Każdego dnia przewracane są „na drugi boczek", a pojawiająca się pleśń obmywana jest solanką. I dlatego możecie je Państwo zjadać razem ze skórką! Wnętrze sera pachnie apetycznie masełkiem i kryje w sobie setki ślicznych dziurek - to dowód pracy bakterii propionowych.”
I na koniec podziękowania dla mojej Rodzinki, a szczególnie dla jednej osoby za pyszne wino ;-) , a dla ekosery.pl za pomysł, prawdziwy smak sera w serze ;-) i niesamowitą, sprawną i przyjemną obsługę.

CafePodróż

Polecam!!! :-)

środa, 11 listopada 2009

Barszcz z wysepką


Barszcz z wysepką

W ramach akcji Gotujemy po polsku!, której patronem jest serwis zPierwszegoTłoczenia.pl przygotowałam barszcz z wysepką jaki gotowała mi kiedyś moja Babcia. W tym przepisie moja szybka wersja na przypomnienie obiadków u Babci :-)


Składniki:

0,5 kg buraków
2 łyżki octu
kostka rosołowa
pieprz i sól do smaku
2 ząbki czosnku
śmietana do zabielenia

ok. 5 średniej wielkości ziemniaków
cebula
słonika pokrojona w drobną kostkę - tyle, żeby wytopić ok. 4 łyżek skwarek

Przygotowanie:

Buraki obrać, pokroić na kawałki wielkości ok. 2 cm i ugotować do miękkości w 1 litrze wody z kostką rosołową, octem i ząbkami czosnku zgniecionymi płaską częścią noża. Po ugotowaniu wyjmujemy połowę buraków – można je wykorzystać np. do sałatki. Wywar można jeszcze rozcieńczyć wodą, ale to zależy od intensywności smaku buraków. Na koniec doprawić solą i pieprzem oraz zabielić śmietaną. 
Ziemniaki obrać i po pokrojeniu ugotować w osolonej wodzie. Drobno posiekaną cebulę zeszklić na tłuszczu wytopiony ze słoniny. Gdy ziemniaki, cebula i skwarki będą gotowe utłuc je razem na gładką masę.
Podawać układając w głębokich talerzach wysepkę z puree ziemniaczanego i zalewać gorącym barszczem Babuni :-)
Smacznego :-)

Gotujemy po polsku! - edycja II

niedziela, 25 października 2009

Jaskiniowcy jedzą zupę


Jaskiniowcy jedzą zupę.

Parę dni temu powstała u nas taka zupa dyniowa, która poza tym, że Łasuchowi bardzo smakowała to nie wymagała wsadzania talerzy do zmywarki. Po jej zjedzeniu talerz wylądował w koszu.

Składniki :
­ dynia niewielkich rozmiarów, z której należy wydobyć ok. 500 g miąższu

jeśli chcecie mieć mniejsze miseczki lub więcej miseczek musicie kupić
więcej małych dyń :-)

­ 1 kostka rosołowa
­ 1 1/2 litra wody
­ 15 g suszonych pomidorów drobno krojonych
­ pieprz i sól
­ szczypta curry
­ 2 połówki dyni (wydrążone tak aby powstała miseczka – zostawiłam ok. 1 cm miąższu)
­ 2-3 ziemniaków, krojonych w kostkę i ugotowanych w osobnym garnku
Przygotowanie:

Dynię wydrążyć i pestki wyrzucić. Miąższ zalać wodą i wrzucić do niej kostkę rosołową. Gotować, aż dynia będzie miękka. Następnie zmiksować blenderem. Po zmiksowaniu doprawić zupę przyprawami i wrzucić pomidory.
Gotować jeszcze ok. 5 min, aż pomidory całkowicie się namoczą i zmiękną. Wrzucić do zupy ugotowane ziemniaki.
Zupę wlewać ostrożnie do miseczek dyniowych.
Przy niekształtnej dyni można sobie pomóc wykałaczkami, tworząc nóżki ale bardzo ostrożnie tak aby w talerzu nie zrobić dziury ;-)
U mnie nie było takie potrzeby, ale młodszym można miskę wsadzić w miskę ;-)
Nam zupa smakowała, ma ciekawy smak chociaż nie jemy dyni zbyt często, a to może błąd.

Smacznego!

czwartek, 22 października 2009

Indyk w karmelizowanej borówce


Indyk w karmelizowanej borówce

Jeśli chodzi o ten przepis to w sumie nie ma większej różnicy czy użyjecie mięsa z indyka czy kurczaka. Jest to jedno z tych dań, które bardzo lubię przede wszystkim ze względu na dodatek borówek. To połączenie jest też świetne z dziczyzną.
Właściwie to od czasu do czasu koło mojego domu kręcą się dziki :-) może kiedyś jakiegoś przywlekę do domu i zaproszę na talerz – tu przepraszam wszystkich wegaludzików ;-)

Składniki:

Sos (dla czterech piersi)
szklanka borówek
3 łyżki cukru
2 małe słodkie cebulki
odrobina pieprzu i soli

Podstawa dania:
piersi indycze lub kurze (świeżo złapany dzik ;-))
małe, obrane i dobrze podgotowane ziemniaki – kilka sztuk
papryka
pieprz i sół
3 łyżki oliwy z oliwek lub oleju
mogą być też inne przyprawy, których używacie do pieczeni jeśli waszym zdaniem pasują do borówki

Techniczna pomoc:
rękaw do pieczenia

Przygotowanie:

Jak zwykle najlepiej kiedy ktoś przygotuje, a my tylko zjemy. Czasami jednak ten sposób nie działa i sami musimy pomachać garnkami w kuchni.
Zaczynamy od ugotowania kilku małych ziemniaków, a raczej podgotowania (ilość zależy od piersi) bo kiedy będziemy je wpychać do kieszeni ugotowane mogą się rozpadać.
W indyczej piersi robimy kieszonki ostrym nożem i wpychamy do nich podgotowane ziemniaczki.
Mięso doprawiamy przyprawami, wsadzamy do rękawa, polewamy oliwą, zamykamy i wsadzamy do piekarnika. Pieczemy 1 godzinę i 15 minut systematycznie dolewając trochę wody na blachę (nie do rękawa ;-) Kiedy mięso jest w piekarniku w rondlu podgrzewamy 3 łyżki cukru czekając, aż cukier zacznie się karmelizować – w tym momencie wrzucamy wcześniej umyte borówki. Chwilkę ok 5 minut dusimy i wrzucamy pokrojoną cebulkę (można dolać troszeczkę wody) Całość poddusić, aż cebula zmięknie i doprawić solą i pieprzem.
Po upieczeniu mięso wyciągamy na talerze i podajemy z ciepłymi borówkami.

Smacznego!

Przeprosić mogę jedynie za spóźnienie z tym przepisem, ponieważ borówki kupiłam już parę tygodni temu od górali i udało mi się jeszcze przygotować taki obiad.Teraz jeśli gdzieś zostały to tylko pod śniegiem ;-)

środa, 21 października 2009

Kalafiorowa z serkiem brie


Zupa krem kalafiorowy z serkiem brie

Składniki:

jedna kilogramowa główka kalafiora
1 kostka rosołowa
litr wody
serek brie wg uznania

Przygotowanie:

Kalafior umyć i rozdzielić kwiaty. Zalać wodą i wrzucić kostkę rosołową. Kalafior gotujemy, aż będzie się rozpadał, a następnie miksujemy blenderem na gładki krem.
Nalewamy do talerzy i na gorący krem ścieramy na tarce serek brie.
Podajemy pieprz i sól do smaku dla chętnych ;-)

Smacznego!

czwartek, 15 października 2009

Trzeba z tortem pójść do sądu

Naszło mnie dzisiaj z rana na Wiedeń.
Pijąc nie specjalnej jakości kawę i podjadając z rana Wedlowskie wyroby, zamarzyłam o smacznym cieście i kawie, której zapach wabi do środka kawiarni wszystkich, którzy przechodzą obok. Podobno płynie we mnie trochę austriackiej krwi, pewnie dlatego takie zamiłowanie do kawy i kawiarni, w tym tortu tego czekoladowego :-) Tu niektórzy znajomi się uśmiechną.
Dzisiaj nie chce jednak pisać tylko o Wiedniu, który można zwiedzać i podziwiać bez końca. Wiedniu, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, przeciwnie zawsze spotykały mnie w nim same przyjemne chwile. Wiedniu, który imponuje mi elegancją, kuchnią, wieczornymi spacerami. Wiedniu, którego dzielnica Prater bawiła mnie kiedy byłam małą dziewczynką i w którym pierwszy raz widziałam jak modlą się wyznawcy islamu w wagoniku wiedeńskiego koła, który właśnie zawisł na samej górze. Ogrody, dorożki, fontanny, turyści, parlament, historia, opera, koncerty można tak bez końca, a w tym wszystkim słodycze
W 1832 r. zrobiło się gorzko, a wszytko z powodu deseru. Kucharzowi na dworze księcia Metternicha zlecono przygotowanie deseru. W tym czasie szef kuchni, którym był słynny Franz Sacher był nieobecny. Młodzik wymyślił tort, który jest słynny na całym świecie. Chociaż jego przytłaczający smak nie trafia we wszystkie podniebienia, to jest jedną z najpilniej strzeżonych słodkich receptur świata i z pewnością w historii tortów numerem jeden. Tu jednak zaczyna się problem bo młody zdolny kucharz pracował wcześniej w równie rozsławionej cukierni Demel www.demel.at/en/frames/index_kontakt.htm .
„Tort musiał trafić do sądu”. Spór sądowy toczył się o tajemną recepturę, ale także o prawo do używania nazwy „Tort Sachera”
Cukiernik dorobił się fortuny, a jego syn wybudował słynne hotele w tym najsłynniejszy w Wiedniu www.sacher.com/de-hotel-sacher-wien.htm przy Philharmonikerstraße 4. Odwiedzają go do dzisiejszego dnia najsławniejsze osobistości, czego dowodem są między innymi zdjęcia wiszące w hotelu. Cukiernia Demel podobno co śmieszniejsze nabyła recepturę od samych Sacherów, wnukowie chyba jednak nie do końca wszystko przemyśleli i tak przez 9 lat trwała tortowa afera. Sąd przyznał jednak prawo do używania nazwy hotelowi Sacher - Sacher ma prawo do nazwy Original Sachertorte, a Demel - Echte (czyli prawdziwy) Sachertorte. Gdzie zjeść? może i tu i tu tak żeby porównać :-)
A może nie jeść trotu tylko Würst z jednego Würstelstand – czyli stoiska z kiełbaskami?
I jak tu nie kochać Wiednia? Od tortu do kiełbaski przez czekoladowe spa, operę i karuzelę.
Tylko żeby ta miłość nie skończyła się sporem ze samym sobą o przejedzenie ;-)
Mam nadzieję, że szybko tam wrócimy.

środa, 14 października 2009

Kluski okupacyjne – prażuchy

Czas przygotowania: szybciej niż TurboDymoMen ;-)

Porcja dla 2 osób:

2 szklanki mąki
woda
cebulka smażona na oleju ale mogą być skwareczki :-)
sól

Przygotowanie:
Mąkę prażymy na suchej patelni cały czas mieszając – musi delikatnie zbrązowieć.
Gotujemy wodę (jak na herbatkę).
Po uprażeniu mąkę przesiewamy przez sito do garnka i powoli zalewamy wrzątkiem ciągle mieszając.
Uwaga! Wodę należy lać ostrożnie i w małych ilościach, a w razie potrzeby dolewać.
Z mąki musi powstać ciasto, którego nie można za bardzo rozmoczyć, ale które już nie będzie jedynie mąką :-)
Wiem, że ten opis jest dość pokręcony, ale tak właśnie robi się prażuchy mojej babci – na wyczucie :-)
Z ciasta możemy szybko zlepić kluski albo nakładać na talerz i okrasić cebulką.
Smacznego!

czwartek, 20 sierpnia 2009

Cypr na skróty

Jakieś dwa miesiące temu odwiedziłam Cypr. Był to krótki pobyt ale obfity w nowe znajomości i wrażenia.
Jedno z pierwszych zdań, które powinnam tu napisać to, że Cypr w pewnym momencie wydał mi się bardziej polski niż cypryjski co nie znaczy, że stracił przez to na uroku. Jest to bardzo przyjemne miejsce na spędzenie krótkich wakacji i chwilę relaksu.
Czy jest taki jak w pięknych telewizyjnych reklamach gdzie skąpo ubrana pani tonie w błękitnej wodzie? W pewnych miejscach pewnie tak, ale wierzcie mi że w poszukiwaniu błękitu jak z reklamy można też się wybrać w innym kierunku co nie znaczy, że jestem zawiedziona. Poznałam minimalnie Grecję, którą jestem zafascynowana, a Cypr może być jej namiastką. Jedno jest pewne, jak na każdej wyspie, życie toczy się tam wolniej, a słońca z pewnością nie brakuje.
Jak zwykle wypożyczyliśmy samochód żeby wgryźć się w tubylcze życie. Pierwsze wrażenie jak sen wariata, siedzę na miejscu kierowcy, a Łakomczuch prowadzi siedząc na miejscu pasażera. Po 30 minutach przyzwyczajam się do ruchu lewostronnego i już wiem, że nie jadę na czołowe. Wszystkie samochody wypożyczane na Cyprze mają czerwone tablice i dzięki Bogu bo jest szansa, że zwrócą na nas uwagę Cypryjczycy :-)
Sami „Cyprusy” jak powiedziała nam jedna z Polek pracujących na Cyprze, jeżdżą jak im się podoba. Cóż w końcu kierunkowskazy w tej temperaturze nie są aż takie ważne, kiedy za kierunkowskaz służy ręka klepiąca z czułością auto :-) My nie będziemy próbować jazdy w tym stylu w naszym kraju. Chociaż u niektórych jazda bez „zimnego łokcia” to jazda stracona. „Niestety” nie posiadamy tak bębniącego wyposażenia auta ;-) to też reumatyzm nam nie grozi.
Na wyspie można odpocząć i zobaczyć kilka ciekawych miejsc. Jednak jeśli liczycie na oszołomienie ŁAŹNIĄ AFRODYTY to się przeliczycie :-) Jeśli chcecie zobaczyć oszałamiającą PLAŻĘ AFRODYTY to też się przeliczycie :-)Dwa hity, do których ciągną turyści to nic innego jak mały sikający ze skały strumyk w krzaczkach, owszem w rezerwacie przyrody gdzie pięknych widoków nie brakuje (półwysep Akamas) ale sama Łaźnia nie kładzie na kolana. To sielankowe miejsce miało być ulubionym miejscem kąpieli Afodyty. Miejsce owiane legendą i historią – nie wolno pić wody ze źródełka bo nie daj boże spojrzycie później na kogoś i miłość buchnie ostrym płomieniem, nawet jeśli on lub ona nie myje od tygodnia włosów i nie ma już zębów. Co wypić na Cyprze dowiecie się dalej. Zanim jednak coś wypijecie może będziecie mieć odrobinę szczęścia i kupicie tu świeże soczyste mandarynki, które sprzedaje wychudzona babcia z pikapa. Ale same zakupy owoców to nic, musicie się jeszcze liczyć z tym, że owocami trzeba się podzielić z wolno ganiającym osłem. Ostatecznie osiołek pokaże co potrafi i będziecie uciekać w popłochu do samochodu.

Następny hit plaża Afrodyty – ciekawa, ładna, kamienista. Fenomen polega na tym, że trzeba opłynąć w tym miejscu skałę, najlepiej przy pełni księżyca, trzy razy. Jest to gwarancją odmładzania się każdego roku o rok ;-) Strach pomyśleć czy można przeżyć (fantastyczny film ;-) ) ciekawy przypadek Benjamina Buttona.
Nie opłynęłam bo jestem leniwa ;-), poza tym prądy wody za duże, a ja wolę się godnie zestarzeć.
Można tam podobno jak nigdzie indziej odnaleźć wyrzucone przez morze kamienie w kształcie serca, mam nadzieję, że nie robią ich w Chinach.

Ale z drugiej strony jeśli chcesz widzieć trójkąt to będziesz :-) Naprawdę nie wiem gdzie resztki mojego romantyzmu, a przecież tu podobno bogini miłości wyłoniła się z morskiej piany. Warto odwiedzić pięknie usytuowany klasztor Agios Neofytos, zobaczyć miejsce gdzie mieszkał Neofyt i poszukać ciszy. Natomiast w mieście Pafos trzeba zobaczyć przepiękne mozaiki, które są pozostałością wystawnych willi. Na mozaikach możemy odnaleźć postaci z antycznej mitologii. Mamy z resztą swój udział w odkryciu tych wspaniałych dzieł, ponieważ wykopaliska prowadzili polscy archeolodzy. Przy okazji odwiedzin parku archeologicznego można jeszcze zobaczyć latarnię morską z czasów brytyjskiego panowania (z tej strony widoczny również wrak statku greckiego, który osiadł na mieliźnie i którego podobno nie opłaca się usunąć dlatego też w piękny sposób rdzewieje) oraz Odeon – mały rzymski teatr.
Sam port w mieście Pafos to miejsce gdzie tłumnie przybywają turyści i statki wycieczkowe. Można tu zjeść np. meze chociaż jak zwykle jestem zdania, że im dalej od tłumu tym lepiej :-)
przynajmniej w takich miejscach.
Cóż to takiego jest MEZE? Meze to raj dla Łasuchów. To miniaturowe dania, które gwarantują spróbowanie wszystkiego co jest przygotowywane w restauracji. Można zjeść meze mięsne, rybne lub wegetariańskie. Najczęściej jest to do 20 różnych dań ale istnieją restauracje, które podają więcej – nawet 30 :-)
Mam nadzieję, że uda mi się przygotować w niedługim czasie zestaw Piknkiowy Meze, który będziecie mogli upichcić w swoich domach.
Co robi się po zjedzeniu Meze? Toczy ;-) a przynieść ulgę może kieliszek Zivaniji czyli cypryjskiego trunku podobnego do grappy.
Na Cyprze należy spróbować drinka Brandy Sour oraz ciężkiego i zbliżonego w smaku do Porto wina Comandria. Wina o bardzo starej recepturze :-) Wrócę do niej wkrótce. Poza tym wjeżdżając w góry zatrzymajcie się w jednej z winnic i zróbcie zakupy, najlepiej od razu ustalcie kto pozostanie w abstynencji ponieważ uroczy właściciele zaproszą Was na degustację. Ja odwiedziłam takie miejsce i dzięki uprzejmości właściciela dowiedziałam się trochę o produkcji tamtejszego wina oraz zobaczyłam wszystko z innej strony :-)
Cypr jest tyglem kuchni Greckiej i Tureckiej, chociaż w większych miastach nie brakuje miejsc gdzie Brytyjczycy mogą zjeść sycące śniadanie.
Na samej wyspie widać ich wielu. Wielu też wyjeżdża z Cypru z obrączką na ręku. Nic dziwnego hotele oferują im piękne śluby o zachodzie słońca.
Jeśli więc nie jesteście jeszcze zaobrączkowani to może warto urządzić wesele na Cyprze i poleżeć pod parasolem. Będę powracać jeszcze do tego miejsca, więc jeśli macie ochotę odwiedzajcie Piknik

CafePodróż

wtorek, 18 sierpnia 2009

Przywitanie


Witam po długiej przerwie!

Co robi Cafe Podróż kiedy nie piesze swojego bloga?
Zazwyczaj podróżuje i odpoczywa, a poza tym przeżywa różne przygody zarówno te przyjemne jak i niemiłe.
Trochę się stęskniłam za pisaniem i spokojem, dlatego w końcu zasiadam przed moim rozklekotanym laptopem żeby Wam opowiedzieć co też ciekawego mnie spotkało.
Było tego trochę w ostatnim czasie :-)
Pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to, że miło zobaczyć znajome twarze i zatęsknić za domowym spokojem i stagnacją. Zatęsknić za Polską, Zakopanem, Krakowem, za miejscami od których uciekamy gdzieś daleko żeby z przyjemnością do nich wrócić.
Człowiek jest bardzo dziwną istotą zawsze gdzieś podąża, a może wcale nie musi. Tak czy siak ucieczki są o tyle dobre, że dzięki nim możemy docenić to co nas otacza.
To tak na wstępie, chociaż pewnie jeszcze wiele moich złotych myśli pojawi się między makaronem, a sałatą.
Fajnie poskrobać coś na bloga i pomęczyć klawiaturę.

środa, 20 maja 2009

Tarta z truskawkami i bananami

Tarta z truskawkami i bananami



Bardzo się cieszę, że powoli robi się owocowo .

Z tego też powodu postanowiłam sięgnąć do sprawdzonego przepisu na tartę: http://piknikexspress.blogspot.com/2009/03/tarta-z-owocami.html

Na szczęście przepis ten pozwala przede wszystkim na smakowanie owoców, ponieważ ciasto jest w nim cieniutkie :-)

Serdecznie zapraszam :-)


Składniki ciasta:

290 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki soli
175 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
5-6 łyżek zimnej wody
1 jajko, roztrzepane z 1 łyżką wody, na glazurę

Nadzienie:

ok. 400 g truskawek, 2 dojrzałe banany
sok z 1 cytryny
100 g cukru
3 łyżki mąki kukurydzianej


Mąkę przesiać do miski, dodać sól i masło. Wyrabiamy ciasto dodając po łyżce wody. Ugniatamy dwie kule z tym, że jedna musi być większa od drugiej. Wyrobione ciasta wsadzamy na pół godziny do lodówki. Owoce obieramy i kroimy (truskawki na pół).
Owoce łączymy z sokiem z cytryny, a następnie z resztą składników nadzienia i układamy na spodzie ciasta. Przykrywamy resztą ciasta. Ja tym razem zostawiłam trochę ciasta na drobne kuleczki ,które wymieszałam z czekoladą i zrobiłam z nich ozdobę na górę.
Przed wsadzeniem ciasta do piekarnika nagrzewamy go do temperatury 220 stopni i pieczemy tratę przez dziesięć minut, później obniżamy temp. do 180 stopni. i pieczemy dalej przez 35-40 minut.
Smacznego!!!

wtorek, 19 maja 2009

Kasza z morelami

Czy zawsze na śniadanie musi być chlebek?

Nie! Zamiast chleba można zjeść kaszę, która jest doprawiona suszonymi morelami, gruszką, migdałami i cukrem trzcinowym. Jej przygotowanie jest chyba nawet łatwiejsze i szybsze niż robienie kolorowych kanapeczek. Bardzo lubię zjeść takie śniadanie od czasu do czasu. Zazwyczaj wtedy kiedy mój brzuch krzyczy, że już nie chce pieczywa.
Takie mikstury najczęściej babcie robią swoim wnuczkom ale myślę, że nie tylko maluchy mogą być zadowolone z takiego śniadania.
Może jutro już zatęsknię za bułeczką ;-)


Składniki:

1 kubeczek kaszy manny
2 kubeczki wody
garść suszonych moreli pokrojonych jak się z rana podoba
1 gruszka
garść płatków migdałów
1 łyżeczka cukru trzcinowego


Przygotowanie:

Kaszę ugotować – podczas gotowania wrzucić morele. Gruszkę obrać gruszkę, pokroić na mniejsze kawałki i dodać na sam koniec tak żeby się nie rozgotowała. Po ugotowaniu posypać płatkami migdałowymi i cukrem.
Smacznego :-)

środa, 6 maja 2009

Herbaciarnia Mak



Kiedyś, było to jeszcze przed świętami, a więc bardzo dawno temu wylądowałam w Cieszynie. Miasto, które odwiedzałam kiedyś bardzo często jakoś przez długi czas nie było mi po drodze. Nie będę się dzisiaj rozpisywać o tym co można w Cieszynie zobaczyć i gdzie co można kupić, ponieważ obiecałam sobie wrócić do Cieszyna tym razem dużo szybciej. Mogę tylko powiedzieć, że spacer uliczkami oświetlonymi słońcem sprawił nam dużo przyjemności, a uwieńczeniem wszystkiego była herbatka w Herbaciarni Mak.
Polecam wszystkim odwiedziny tego uroczego miejsca, które spowodowało, że jeśli przyjadę następnym razem do tego miasta to pierwsze moje kroki poprowadzą mnie na aromatyczną herbatkę ;-)

Zamieszczam również fragment artykułu „Subiektywny przewodnik po herbaciarniach” Aleksandry Czapli, niech będzie potwierdzeniem tego, że warto odwiedzić to miejsce ;-)

Z wypiekami na talerzu
"Słoneczna wyspa" to ulubiona mieszanka Mariusza Dębickiego, który jest właścicielem cieszyńskiej herbaciarni i kawiarni Mak. Kusi ponad 300 różnorodnymi herbatami: od zielonej melonowo-miodowej, czerwonej Pu-Erth, żurawinowej, po wykwitną Genmaicha (chińska zielona herbata z prażonym jęczmieniem). Do lokalu na ul. Głębokiej można śmiało wpaść na śniadanie, poobiednią przekąskę lub wieczorny, niepoprawnie kaloryczny deser. Trudno bowiem oprzeć się pysznym wypiekom kawiarni opartym na własnych, tajnych recepturach. Mój ulubiony cieszyński zestaw to kubek aromatyzowanej kawy czekoladowej i porcja tortu czekoladowo-bananowego - niebiańskie kulinarne doznanie. (Herbaciarnia Mak, Cieszyn ul. Głęboka 31, otwarta od godz. 10 do 22. Za kubek herbaty zapłacimy od 3,50 do 7 zł).

Domowe Hamburgery

Długo tu nie piknikowałam, chociaż w międzyczasie zdążyłam odwiedzić wiele miejsc, zjeść kilka smacznych potraw, pogrillować i zrobić wiele rzeczy, które w dalszym ciągu ograniczają jeszcze moje blogowanie :-)
Mam jednak nadzieję, że ktoś tu w tym czasie zaglądał, a nawet mam na to dowody :-)
Bardzo dziękuję tajemniczej Ali za nominację do konkursu Bobbyy.pl.(http://bobbyy.pl/blog.php?id=147)
Przyznaje, że Piknik specjalnie o konkursy się nie ocierał, ale jeśli komuś się podoba i chce to wyrazić to zapraszam do głosowania.
Poza tym za długą przerwę przepraszam i proszę o wyrozumiałość.
Mam nadzieję, że Ci którzy gotowali z Piknikiem nie zasuszyli się na wiór bo tego oczywiście bym nie przeżyła ;-)

Zacznijmy może od tego, żeby trochę podtuczyć tych co mogli się zasuszyć. Każdemu pewnie zdarzyło się zjeść kiedyś jakiegoś hamburgera. Są też tacy, którym zdarza się to bardzo często i myślę, że to będzie przepis na obżarstwo właśnie dla nich.

Co zrobić, żeby być sytym i zjeść fastfood domowy.


Kupić: duże bułki hamburgerowe.
sos duński
piersi z kurczaka
pomidory
ogórki
sałatę

Piersi kurczaka rozbić i panierować (najlepiej w ulubionej panierce) w jajku, bułce tartej pomieszanej z mąką i przyprawami.
Kotlety smażyć, aż będą rumiane.

Bułki przekroić wsadzić do piekarnika i podgrzać ok. 3 min (nie spalić bo się rozpadną). Bułki smarować sosem duńskim, układać na nich sałatę, kotlety, pomidory i ogórki pokrojone w plastry.

W ten sposób powstają domowe hamburgery, które są sycące, szybki i bardzo smaczne :-)

czwartek, 9 kwietnia 2009

Łosoś gotowany

Świąteczny bieg.

Co kupić, co jeszcze posprzątać, gdzie pojechać, zrobić wszystko żeby później z ledwością utrzymać głowę nad stołem. Tak zazwyczaj wyglądają przygotowania świąteczne. Większość z nas funkcjonuje przed świętami na wysokich obrotach. Szczęśliwi, którzy wyjadą na zieloną trawkę, tam gdzie ktoś postawi przed nimi talerz :-)
Mówi się, że najlepsze są święta to te spędzone w domu z rodziną. Co do Wielkanocy to może dostane po głowie ale nie mam zdania, natomiast Boże Narodzenie owszem bronię zawsze rękami i nogami.
Teraz chciałabym żebyście mieli coś na talerzu i przy całej bieganinie nie zapomnieli o sobie. Najlepszym sposobem żeby smakować i nie tracić czasu jest przygotowanie gotowanej ryby.


Składniki:

800 g łososia (płat pokrojony na 4 kawałki)
½ kostki rosołowej
suszone warzywa 2 łyżki
garść mrożonego selera naciowego (ale nie jest konieczny)
mieszanka warzyw waszej ulubionej firmy :-)
(użyłam takiej w której jest kalafior, brokuł i marchew)
pieprz
woda ok. 3 kubków

sos do ryby:

20 g masła
½ cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki koperku
szczypta soli


Przygotowanie:

Warzywa wrzucamy na rozgrzaną na patelni oliwę (używam niewielkiej ilości, ponieważ trzymam je później pod przykryciem i lubię kiedy się nie rozpadają ale są takie al dente)

Z kostki warzyw, wody, selera i pieprzu przygotowujemy wywar, kiedy wszystko się zagotuje wsadzamy do wywar rybę i delikatnie gotujemy ok. 5 min.
Kiedy robiłam ją pierwszy raz zdarzało mi się wyciągnąć rybę, która jeszcze w środku była trochę surowa dlatego uważajcie.

Kiedy ryba jest w garnku przygotujemy sos:
Rozpuszczamy masło i oliwę, dodajemy sok z cytryny oraz drobno pokrojony koperek i trzymamy wszystko do podgrzania – nie smażymy koperku!
Solimy i kiedy ryba jest gotowa polewamy ją sosem!
Smacznego!

Indyk w sosie tajskim

Indyk w sosie tajskim

Od czasu do czasu mięsko mile widziane ;-)
W różnych sosach pochodzących z kuchni orientalnej robiłam już wiele potraw. Bardzo lubię ułatwiać sobie życie :-) w ten sposób, kiedy np. wiem, że jednego dnia gotuję dla moich gości, a drugiego chętnie poleżę w łóżku i poczekam, aż obiad sam się zrobi J
Ktoś kiedyś zarzucił mi, że piszę o przygotowaniu posiłków w taki sposób jakby rzeczywiście robiły się same, ale tak na prawdę jak się nad tym zastanowić to przecież wiele zależy od naszej organizacji w kuchni i od tego żeby się chciało :-)
Sami przygotujcie sobie obiad, który w gruncie rzeczy wymaga może nawet nie pół godziny i oczywiście jest bardzo smaczny :-)


Składniki (na dwie porcje):

pół piersi indyczej przekrojonej dosłownie na pół :-)
200 ml słodkiego tajskiego sosu chili
ziemniaczki wg uznania (ilość dowolna)
olej do smażenia


Przygotowanie:

Przekrojoną pierś z indyka zalewamy sosem i wkładamy do lodówki na ok. 15 godzin (to jest właśnie organizacja :-) – zalanie w naczyniu mniej niż minuta ;-) )
Następnego dnia ziemniaki w mundurkach wkładam do garnka i gotujemy w tym czasie oglądamy np. niedzielne wiadomości, grzebiemy w kwiatach i nic nas nie obchodzi.
Kiedy ziemniaki są już ugotowane, kroimy je w grube plastry i przerzucamy na rozgrzaną patelnię. W tym czasie, kiedy nasze ziemniaczki się smażą, my smażymy na drugiej rozgrzanej patelni indyka. Musimy uważać na sos ponieważ szybko się karmelizuje i może przypalić. Mięso kilka razy przewracamy i trzymamy ok 5 min. pod przykryciem.
Kiedy indyk jest gotowy nakładamy wszystko na talerz i smacznego. Oczywiście indyka kroimy w plastry ;-)

Smacznego :-)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Babka kakaowa

Dla miłośników wszystkich bab ;-) i babeczek ;-) przepis prawie wielkanocny i wiosenny.
Smaki dzisiaj czekoladowe, kakaowe bo czuję do nich słabość, co niestety odkłada się na moim brzuchu ;-)
Baba, którą można ozdobić i po śniadaniu wielkanocnym zjeść ze smakiem :-)


Składniki:

1 szklanka mleka
2 pełne łyżeczki kakao
2 jajka
250 g cukru
250 g mąki
10 g bułki tartej
opakowanie proszku do pieczenia


Przygotowanie:

Kakao rozpuścić w mleku i zagotować. Jajka utrzeć z cukrem. Do jaj dodać tartą bułkę i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Wszystko dobrze wymieszać i przełożyć do foremki.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni i piec ok. 1 godziny.

Smacznego!!!

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009

niedziela, 5 kwietnia 2009

Babka kakaowa 2

Babka kakaowa 2

Zdjęcia nie będzie, przynajmniej na razie ponieważ zjedliśmy ją ze znajomymi szybko i ze smakiem :-) Dlatego na zdjęcie trzeba będzie jeszcze poczekać :-)

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009



Składniki:

200 g mąki
100 g masła
200 g cukru pudru
3 jajka
½ szlaki mleka
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
tłuszcz i tarta bułka do wysypania formy 


Przygotowanie:

Masło utrzeć z cukrem. Dodać jajka i dalej ucierać, później powoli dodawać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i kakao oraz mleko. Wymieszać dokładnie i przelać do formy wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą.
Piec ok. 40 min w temperaturze 180 stopni.
Babkę można obsypać cukrem pudrem lub polukrować.

czwartek, 2 kwietnia 2009

Koktajl bananowy z otrębami

Dzisiaj bardzo szybko. Coś na śniadanie deser lub w każdym innym momencie  
Przyznaje, że ostatnio brakuje mi na wszystko czasu dlatego wiele rzeczy nie pokazuje się regularnie. O wielu rzeczach, miejscach i przepisach wspominałam, że napiszę i mogę tylko obiecać, że skoro tak napisałam to tak będzie  
Pozdrawiam serdecznie wszystkich „Durszlakowców” i nie tylko :-)

P.S. Ostatnio pod hasłem odwiedzam umieściłam kilka blogów, do których zaglądam ale chciałam też napisać, że nie tylko do tych, bo prawie każdy wnosi coś ciekawego, każdy jest szefem w swojej kuchni. Dlatego wiosennie Pozdrawiam wszystkich czytelników i blogerów :-)
Miłego dnia
Cafe Podróż



Koktajl bananowy
½ kubka jogurtu greckiego (ok. 200 g )
1 duży banan
ok. 3 łyżek otrębów granulowanych z czarną porzeczką

Przygotowanie:
Jogurt zmiksować z bananem i przelać do szklanki, na górę wsypać otręby.
Smacznie i zdrowo :-)

środa, 25 marca 2009

Tagliatelle z bobem

Obiad kolorowy i smaczny czyli to co bardzo lubię.
Nie będę pisać za dużo, jeśli macie ochotę spróbujcie :-)
Nam bardzo smakował.


Składniki (porcja dla dwojga):

ok. 10 małych pieczarek, obranych i pokrojonych na 2 lub 3 części
1 ½ filiżanki bobu
1 średniej wielkości marchewka
pieprz i sól do smaku
oliwa do smażenia
ok. 350 g makaronu tagliatelle ze szpinakiem


Przygotowanie:

Pieczarki podsmażyć na oliwie z oliwek, bób ugotować al dente ok. 5-7 minut i następnie obrać (należy uważać, żeby nie był rozgotowany). Marchewkę obrać i pokroić na cienkie długie plastry, po czym dusić pod przykryciem razem z pieczarkami, aż zmięknie. Warzywa doprawić pieprzem i solą.
Ugotować makaron i dodać do pieczarek i marchewki, dodać bób i wymieszać.
Doprawić i zajadać.
Smacznego :-)

wtorek, 24 marca 2009

Omlet z pomidorami

Omlet ze świeżymi pomidorami

Zastanawiałam się co przygotować w ramach akcji „Jajka po prostu!” organizowanej na Durszlaku przez Olę Cruz. Dzisiejszy poranek przyniósł mi odpowiedź :-) Gdy się przebudziłam, za oknem znów padał deszcz ze śniegiem i wtedy zamarzyłam o ciepłym, lekkim i puszystym omlecie ze świeżymi warzywami. I tak oto powstało dzisiejsze śniadanko :-)


Składniki na omlet dla 2 osób:

5 średnich jajek
5 średnich aromatycznych pomidorów (ja użyłam śliwkowych)
150 ml mleka
łyżka masła lub oliwy do smażenia
sól i pieprz do smaku


Przygotowanie:
Ja z uwagi na moje poranne lenistwo ;-) przygotowywałam mój omlet w mikserze.
Jajka wbić do miski i dodać do nich mleko, a także odrobinę soli i pieprzu. Następne ubijać kilka minut tak aby masa stała się jednolita i lekko się spieniła.
Na patelni rozgrzać masło i przelać na nią masę jajeczną. Omlet smażyć na dużym ogniu, cały czas podważając brzegi tak aby nie ścięte jajka przelewały się na boki omletu, a całość się nie przypaliła. Pomidory pokroić w drobną kostkę – można je uprzednio sparzyć i obrać ze skórki ale komu chciałoby się to robić o ósmej rano ;-) Gdy jajka na powierzchni naszego omletu będą ścięte, na jedną połowę przekładamy pokrojone pomidory i ponownie doprawiamy solą oraz pieprzem. Tak przygotowany omlet zsuwamy z patelni (zaczynamy od części, na której są pomidory) na duży talerz składając do na pół. Gotowe :-)

Smacznego :-)
Konkurs z nagrodami na proste danie z jajek

poniedziałek, 23 marca 2009

Zapiekane jajeczko


Coś zaburczało, coś zahuczało, coś się przelało...
Nagle poderwało się do góry, wbiegło do kuchni, rozejrzało się niecierpliwie, podrapało się po głowie. To był głód – mój prywatny, wielki głód. Głód, który ujrzał jak ziemniak w mundurku razem z jajkiem przygotowują dla mnie kolację. Ich romans kwitł, a między nimi mógł stanąć jedynie parmezan. Do wszystkiego mogła dorzucić coś pietruszka, ale masło z oliwą rozpłynęły się nad wszystkim i tak w gorącej temperaturze upiekła się moja kolacja.
Z inspiracji blogów wielu i mojego olbrzymiego „Głoda” zapraszam na jajeczko.
Może ktoś zechce w okolicy Wielkanocy zjeść takie zamiast tradycyjnego :-)





Składniki na jedną porcję:

1 duży ziemniak ugotowany w mundurku
1 jajko
1 łyżka tartego parmezanu
pietruszka suszona do ozdoby
pieprz i sól do smaku
oliwa z oliwek do wysmarowania miseczki
½ łyżeczki masła


Przygotowanie:

Ugotowanego ziemniaczka obieramy i kroimy w grube plastry. Małą żaroodporną miseczkę smarujemy oliwą z oliwek. Do miski wkładamy plaster ziemniaczka (można go ugnieść w środku), posypujemy parmezanem, kładziemy następny plaster ziemniaka i znów posypujemy pieprzem, wybijamy na górę jajko i posypujemy pietruszką i kładziemy na nie masło.
Miseczkę wstawiamy do piekarnika i pieczemy, aż zsiądzie się nasze jajeczko :-)
Smacznego!

Muffiny rabarbarowe



Muffiny rabarbarowe


Ponieważ połowa rodzinny przed świętami się odchudza i nie wszyscy chcą ze mną podjadać coś słodkiego, a miałam gości na niedzielnym obiedzie, postanowiłam zrobić muffiny. Zazwyczaj po obiedzie okazuje się, że jednak mamy ochotę, żeby przy filiżance kawy znalazł się jakiś słodki drobiazg.


Składniki:

ok. 400 g rabarbaru
135 g cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
2 jajka
300 g mąki
250 ml mleka
6 łyżek oleju słonecznikowego


Przygotowanie:

Wszystkie składniki poza rabarbarem wrzucam do miksera i miksuję ok. 3 minut.
Do ciasta dodaję obrany ze skórki i pokrojony w drobną kostkę rabarbar i mieszam.
Ciasto przelewam do formy do muffinek i piekę w temperaturze 200 stopni przez 20 minut.
Szybko i smacznie :-) Pozdrawiam CF

Krem cytrynowy i nieśmiertelne polskie komedie :-)

Muszę przyznać, że często zdarza mi się wracać do starych dobrychpolskich komedii. Tym razem trafiło na "Nie lubię poniedziałku". W końcu czy ktoś lubi poniedziałki?

Pozdrawiam i życzę udanego gotowania w nadchodzącym tygodniu :-)

piątek, 20 marca 2009

Pudding z rabarbarem

Szybki deser wynalazek. Jak szybko powstaje, tak szybko znika, a jak znika to już myślę o tym żeby zrobić sobie kolejny kubek. Idealny dla wszystkich. Tym razem powstał z zagranicznego ;-) rabarbaru ale już za chwilę będzie go można zrobić z naszego krajowego.
Można go jeść na zimno, ja jednak tym razem jem deserek na ciepło, bo wystarczy mi to, że w dalszym ciągu jest zimno za oknem.


Składniki:

100 g rabarbaru obranego i pokrojonego w kostkę
1 ½ łyżki cukru (płaskiej)
4 łyżki płatków ryżowych
200 ml wody


Przygotowanie:

Obrany i pokrojony w kostkę rabarbar zalać wodą i rozgotować. Następnie dodać cukier i płatki ryżowe. Wszystko powinno się gotować, aż z płatków zrobi się papka :-)
Należy uważać, żeby wszystko się nie przypaliło ponieważ deser ten przygotowuje się błyskawicznie na dużym „ogniu”.
Smacznego :-)

czwartek, 19 marca 2009

Info :-)

Uprzejmie informuje wszystkich odwiedzających PiknikExpress, że Piknikowi zachciało się zmian, co widać gołym okiem :-) Niestety nie wiadomo czym są one spowodowane. Być może CafePodróż ma za dużo kawy w dzbanku, a może to tęsknota za wiosną. Jest też jeszcze jedna możliwość, kosmici ;-) którzy przejęli władzę nad autorką :-)

Pozdrawiam gorąco,
CafePodróż


Ciasto z warzywami

Ciasto z warzywami na ciepło.

Jest to ciasto, właściwie tarta, które podałam na obiad. Jest bardzo sycące ze względu na dużą ilość składników.


Składniki:

300 g mąki
100 g masła
4 łyżki wody (można dać więcej jeśli ciasto się nie łączy)
1 łyżeczka soli
1 filiżanka liści szpinaku
1 ½ szklanki liści szpinaku
1 filiżanka makaronu kwadraty małe
filiżanka pomidorków w oleju
½ papryki czerwonej
1 cebula
5 średniej wielkości pieczarek
2 średnie marchewki
pieprz, sól, ostra papryka do smaku
Przygotowanie :

Pieczarki myjemy, obieramy, kroimy na pół i podsmażamy na patelni, po chwili dodajemy cebulę krojoną raczej w większe piórka. Obieramy marchew i kroimy w grube talarki i dodajemy do cebulki i pieczarek. Wszystko dusimy do momentu, kiedy marchew trochę zmięknie.

Ciasto:
Mąkę, masło, sól i wodę łączymy wyrabiamy ciasto. Masło musi być miękkie. Ciasto dzielimy po wyrobieniu na dwie części (jedna większa od drugiej). Większą część cieniutko rozwałkowujemy na prostokąt, na jego połowie rozkładamy liście szpinaku (filiżanka), po czym składamy je w kwadrat i ponownie rozwałkowujemy. Później tak samo rozwałkowujemy drugą część ciasta. Ciasto zwijamy z folią i wsadzamy na 30 minut do lodówki.

Gotujemy makaron, paprykę kroimy w paseczki, kroimy pomidorki.
Ugotowany makaron odlewamy i razem z papryką i pomidorkami dodajemy do składników na patelni, mieszamy i doprawiamy pieprzem. Dodajemy resztę składników – poza szpinakiem!

Ciasto wyciągamy z lodówki. Układamy w formie do tarty, na dno mniejszą część. Na ciasto wkładamy zawartość patelni, a na górze wszystkich składników układamy liście szpinaku.

Na wszystko kładziemy większy płat ciasta i zawijamy w miarę możliwości jak prześcieradło na łóżku ;-)

Nagrzewamy piekarnik do 210 stopni. Wsadzamy ciasto do pieca i pieczemy w tej temperaturze ok. 15 min. Później zmniejszamy temperaturę do 200 stopni i pieczemy 20 minut, aż ciasto się zarumieni.
Smacznego!!!

poniedziałek, 16 marca 2009

Moskol


Dopiero co wróciłam z Zakopanego, a już tęsknię. Dlatego też przydarzyła nam się taka właśnie góralska kolacja.
Z pewnością jedliście takie lub podobne placki ale może nie wiecie, że nazywają się Moskole.
W Zakopanem możecie je zjeść np. W „Karcmie po Zbóju” ( www.karcmapozboju.pl ) na Krupówkach. Przychodzę tam często między innymi z powodu atmosfery, którą tworzą grający tam każdego dnia górale. Siadam zazwyczaj na balkonie, żeby nasłuchać się ich śpiewu i dźwięku skrzypiec. Teraz jednak, żeby przypomnieć sobie pewne smaki, a Was przybliżyć do Moskoli posłużę się fragmentem książki Wandy Czubernatowej, dzięki której zawsze mogę zjeść coś po góralsku :-)

„Godałak Florokwi idze ku dworowi
a on ino ku mnie, bo czuł moskol u mnie
Zakochana Kaśka:
Moskola-m upiekła, spyrki nawarzyła
pierzynkę zagrzoła, okno otworzyła”

I właśnie po tej radosnej twórczości przyszedł czas na przepis :-)


Składniki:

½ kg mąki
1 kg ziemniaków
sól
gęste kwaśne mleko


Przygotowanie :

Ziemniaki ugotować i przecisnąć przez praskę, kiedy wystygną dodać mąkę, sól i kwaśne mleko. Mleka dodajemy tyle, żeby ciasto odchodziło od ręki. Ciasto ugnieść, robić kulki i zgniatać dłońmi placki na grubość palca. Piec na patelni np. teflonowej bez tłuszczu aż do momentu kiedy placki nabiorą brązowych plamek z dwóch stron.
To są placki, które oryginalnie robi się na blasze.

Placuszki można jeść z masłem lub skraweczkami ;-)
Jak pisze Pani Czubernatowa istniał zwyczaj, że moskola się nie kroi, tylko odrywa po kawałku i przyjada ukrojonej słoninki (boczku).

Mniam!!! Smacznego :-)

foodelek: przepisy tygodnia

niedziela, 15 marca 2009

Krem pomidorowy z musem ze świeżego szpinaku



Orzeźwiający krem pomidorowy z musem ze świeżego szpinaku

Wreszcie chmury uciekły, wreszcie wyszło słońce :-) To nastroiło mnie do odświeżenia letnich smaków. W zeszłe wakacje robiłam ciekawy chłodnik, w którym kontrastowały ze sobą smaki dojrzałych pomidorów i świeżego szpinaku. Z uwagi na to, że udało mi się ostatnio kupić świeży szpinak postanowiłam przypomnieć sobie ten smak. Niestety z braku dojrzałych i aromatycznych pomidorów zmuszona byłam użyć tych z puszki, ale i tak wyszło pysznie :-)
Poza tym ta świeża, zdrowa i lekka zupka z pewnością wpisze się doskonale w nasze podsuszające menu ;-)


Składniki:

Zupa:
2 puszki pokrojonych pomidorów bez skórki – użyłam tych firmy Primo Gusto (niestety te świeże dostępne w sklepach są jeszcze bez smaku)
pół średniej czerwonej papryki
1 większa szalotka
2-3 duże ząbki czosnku
2 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
sól i pieprz do smaku
1 łyżka sosu z papryczek piri piri (może być tabasco) – ilość oczywiście można modyfikować wg upodobań

Mus szpinakowy:
ok. 125-150 g liści świeżego szpinaku
70 ml oliwy z oliwek
70 ml przegotowanej wody
pół łyżeczki soli


Przygotowanie:

Pomidory przelewamy z puszek do średniego garnka. Paprykę, szalotkę oraz czosnek drobno kroimy i razem z oliwą, ostrym sosem oraz przyprawami dodajemy do pomidorów. Następnie wszystko dokładnie miksujemy na gładki krem, po czym wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki.
Teraz czas na przygotowanie musu ze szpinaku. Nic prostszego :-) Świeże liście wrzucamy do wrzątku i blanszujemy ok. 3-4 minut. Odcedzamy, przelewamy zimną wodą i przekładamy do blendera, dodajemy sól oraz po połowie części oliwy i wody – teraz miksujemy. Mus powinien uzyskać lekko płynną konsystencję, którą otrzymamy dolewając w trakcie miksowania pozostałe części oliwy i wody. Tak powstały mus także schładzamy w lodówce.
Zupę podajmy w miseczkach z dużym kleksem musu szpinakowego.

Smacznego :-)

piątek, 13 marca 2009

Zamek Moszna


Na spacer w Opolskim...

Dookoła panował półmrok.
Nowi goście szli korytarzem do drugiego skrzydła, gdzie było przygotowane dla nich posłanie. Posiłek nie był zbyt obfity, a kobieta, która podawała im strawę nie była zbyt uprzejma. Teraz kiedy przemieszczali się tym długim, zimnym korytarzem poczuli się źle. Obudził się w nich taki głód, że nawet stara skórka chleba byłaby mile widziana.
Zimne zamczysko nigdy nie cieszyło się dobrą sławą, jego właściciel nie interesował się posiadłością i bywał tu niezwykle rzadko. Nic dziwnego, podobno przed laty w tym właśnie zamku została brutalnie zamordowana jego żona. Dziwne, że do dzisiejszego dnia nikt nie odkrył prawdy o tym strasznym wydarzeniu. Nawet ludzie których spotkali w okolicy nie byli zbyt rozmowni i odchodzili w milczeniu kiedy próbowali się czegoś dowiedzieć.
Mieli już wejść do pokoju, kiedy usłyszeli dziwny huk. Kobieta, która szła za nimi nagle gdzieś zniknęła. Usłyszeli jakieś zgrzytanie i piski. Próbowali otworzyć drzwi, za którymi mieli spędzić noc ale drzwi były zamknięte. Kiedy się odwrócili w stronę długiego, ciemnego korytarza zobaczyli coś, a raczej kogoś. Zjawa przesuwała się powoli w ich stronę...
To mógłby być kawałek kryminału, który kryje wiele tajemnic i każe nam rozwiązywać kolejne zagadki. Pewnie nie jedna osoba, która wybrała się na spacer do zamku w Mosznej miała wrażenie, że Zamek wyrwany został z powieści o Harrym Potterze i za moment jakaś dziwna postać wyleci na miotle z zamkowej wieży. Jeśli będziecie w okolicach Opola, koniecznie przyjedźcie tu na spacer. Zimą zamek wygląda posępnie, szczególnie kiedy zachodzi słońce, ale kiedy już świeci można skupić się na ciekawej historii jego właścicieli. Jeśli spodziewacie się historii w kilku tomach to raczej jej nie znajdziecie bo zamek jest stosunkowo młody.
Zamek Moszna - Historia zamku

100 letni zespół pałacowo-parkowy w Mosznej o powierzchni 200 ha wpisany jest do rejestru zabytków. Stanowi obiekt o znaczeniu historycznym i artystycznym. W latach 1866-1945 właścicielem Mosznej była rodzina von Tiele Wincklerów. Można przypuszczać, że pomysłodawcą budowy zamku w obecnym kształcie był sam Franz Hubert.

W nocy z 2/3 czerwca 1896 z niewiadomych przyczyn wybuchł w Mosznej pożar, który strawił wnętrza, dachy, część ścian barokowego pałacu. Jeszcze w tym samym roku Franz Hubert przystąpił do odbudowy, a zarazem rozbudowy rezydencji. Do roku 1900 powstało skrzydło boczne (wschodnie), w stylu neogotyckim wraz z oranżerią. W latach 1912-1914 dobudowane zostało skrzydło zachodnie w stylu neorenesansowym. Wśród detali architektonicznych zamku występuje duże zróżnicowanie stylistyczne.

Wysokość obiektu, jego liczne wieże, szczyty, iglice dają wyraźne odczucie wertykalizmu. Styl budowli można uznać za eklektyczny. Zamek posiada ogółem 8 tys. m2 powierzchni, 365 pomieszczeń, a jego kubatura wynosi 65 tys. m3. Dwukrotnie w 1911 i 1912 roku gościem hrabiego Franza Tiele Wincklera był cesarz Wilhelm II, o czym informuje zachowana rękopiśmienna kronika polowań. Wiosną 1945 roku rodzina Tiele Wincklerów opuściła zamek uchodząc do Niemiec.

W 1945 roku stacjonowała w zamku Armia Czerwona. W tym czasie dewastacji i zniszczeniu uległo wyposażenie zamku. Po wojnie zamek był siedzibą dla różnych instytucji, nie miał stałego użytkownika; w 1972 roku stał się siedzibą ówczesnego Sanatorium, później Wojewódzkiego ośrodka Profilaktyczno Sanatoryjnego; od 1996 roku jest Samodzielnym Publicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej: Centrum Terapii Nerwic, do chwili obecnej. Z części moszneńskiego majątku ziemskiego w 1948 r. utworzono Państwową Stadninę Koni. Aktualnie jest ona własnością prywatną.

Otaczające park i zamek lasy należą do Nadleśnictwa Prószków.

Źródło: Zamek Moszna (tablica informacyjna)

Myślę, że warto tu przyjechać kiedy przyjdzie do nas Pani Wiosna :-) Wtedy też park obsiany jest kolorowymi kwiatami, zjawy nie są aż tak straszne, a jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia to kupicie tu kwiaty do swojego ogrodu i posłuchacie koncertu muzyki poważnej.

Serdecznie Pozdrawiam CP
Website counter
Blog jest mojego autorstwa i podlega prawu autorskiemu.

USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności albo grzywny.