środa, 30 lipca 2008

Kreplach z gribenesem na farfelkach z cymesem



Kuchnia żydowska zawsze warta jest degustacji, tym bardziej, że wiele restauracji podaje te same dania w trochę inny sposób. Wiele potraw możemy znaleźć w innych kuchniach np: greckiej czy kuchniach Europy Wschodniej.
Warto jednak korzystać z nadarzającej się okazji i zjeść coś pysznego w jednej z żydowskich restauracji, chociażby po to, żeby oczy karmić niespotykanymi każdego dnia nazwami dań, a podniebienie fantastycznymi smakami.
Jedną z restauracji żydowskich karmiących nie tylko ciało, ale i duszę jest kazimierska knajpka „U fryzjera”, gdzie konsumpcji towarzyszą dźwięki klezmerskiej muzyki, często grywanej tu na żywo.

www.klezmer.rzeszow.pl

Posted by Picasa

wtorek, 29 lipca 2008

Nalewki dobre na wszystko!

Kazimierz nad Wisłą to nie tylko zabytki, piękne widoki, to również galerie i małe sklepiki, w których buszują turyści. Jednym z nich jest sklep z nalewkami i miodami. Sklepik znajduje się w jednej z uliczek odchodzących od rynku. Tam też znajdziemy zioła i herbaty, a dla lubiących cieszyć się w zimowe wieczory trunkiem zrobionym samodzielnie, przyprawy i suszone owoce gotowe do zalania spirytusem.
Wchodzimy do sklepiku.
W środku nasze oczy cieszą nalewki Z. Kozuby i synów.
Na półkach nalewka rokitnikowa, żórawinowa i „Nalewki Staropolskie”.
Na szczęście nalewki, o których piszę można kupić nie tylko na Kazimierzu, chociaż przywieziona z tego miejsca w zimowe wieczory będzie przypominać nam pobyt w miasteczku, które docenił król Kazimierz Wielki właśnie ze względu na jego położnie przy szlakach handlowych ;-)

Nalewki Z. Kozuby i synów możemy kupić:
„Jak w kazimierzowskim ulu”, Mały Rynek, Kazimierz Dolny
„Vinoteka 13”, Rynek Główny 13 , Kraków
„Winiarnia Burgundia”, 3 Maja 23, Katowice
„Hotel Monopol”, Dworcowa 5, Katowice

Szczegółowe informacje znajdziemy na stronie:
www.kozuba.pl

Nalewki Staropolskie kupimy:
Sklep "BARYŁECZKA" ul. Szczepańska 9, Kraków
"ALMA MARKET" ul. Pilotów 6, Galeria Kazimierz, Kraków

Szczegółowe informacje znajdziemy na stronie:
www.nalewki.pl


Smacznego!
Posted by Picasa

Romantycznie nad Wisłą


Kazimierz Dolny to perełka renesansu. To pięknie położone, malutkie miasteczko ma swój urok przyciągający malarzy i artystów. Tu czas płynie spokojnie, a my mamy ochotę na romantyczne spacery. Siadam i leniwie popijam kawę. Później oglądamy renesansowe kamienice pod św. Mikołajem, pod św. Krzysztofem, Celejowską z bogatą dekoracją elewacji.
Idziemy oglądać z ruin kazimierzowskiego zamku panoramę miasta.
Kiedy stoimy na górze XIV-wiecznej baszty słońce grzeje mocno i wieje ciepły wiatr, jest nam dobrze. Z tego miejsca dostrzegamy też wielkie serce, które jakiś zakochany namalował na rzecznej mieliźnie.
Posted by Picasa

poniedziałek, 28 lipca 2008

Gnocchi pod Tatrami

Kiedy nasycimy się już daniami regionalnymi, znajdziemy w Zakopanem coś lżejszego dla naszych żołądków. Kuchnia w naszym domu gości rzadko ciężkie, tradycyjne polskie dania, dlatego chętnie jadamy coś co nie zalega jak kamień ;-)
Na ul. Krupówki 49 znajduje się pizzeria „Soprano”, gdzie rozsiadamy się chętnie zamawiając karafkę stołowego wina.
Pizzeria ta jest alternatywą dla całej masy karczm i namiastką włoskiej kuchni.
Tu zjemy minestrone, sałatki, pasty i oczywiście pizze.
„Soprano” podaje smaczne gnocchi z sosem gorgonzola i parmezanem, dobre sałatki i krewetki.

środa, 23 lipca 2008

W poszukiwaniu sabałowej misy...

Głodny turysta, zmęczony, często poobijany przez płynący Krupówkami tłum, z pewnością nie zostanie z pustym brzuchem. Miłośnicy tradycyjnej kuchni, którą proponują liczne karczmy będą zachwyceni. Jedną z nich jest „Gazdowo Kuźnia”. Piszę o niej ponieważ tu mimo gastronomicznej komercji, której często ulegamy, nad głowami biesiadujących poza misami, talerzami, skrzyniami, pościelą, chustami zawieszone zostały obrazy Matki Boskiej. Zwracam na to uwagę przypominając o tradycji i chłopskiej religijności w tym regionie, wiary w opatrznościowe działanie cudownych obrazów. W tym budynku z roku 1891 mieścił się kiedyś hotel. Teraz jest karczma.
Znajdziemy ją łatwo. Każdego dnia na oczach wszystkich przechodniów kręci się tam spory prosiak, którego łakomi turyści ogryzają do ostatniej kosteczki.

www.gazdowokuznia.pl

Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie dania są typowymi i tradycyjnymi dla tego regionu.
Większość nazw wymyślona została dla potrzeb turystyki, a o tym co dostajemy na talerzu górale nigdy nie słyszeli. W końcu ciężkie, nieurodzajne gleby i ostry klimat z mroźnymi, długimi zimami i krótkim okresem wegetacji nie sprzyjały rolnictwu. Podhalanie musieli ciągle walczyć z kaprysami pogody. Zbieractwo uzupełniało wyżywienie góralskich rodzin i często ratowało przed śmiercią. Polowania i łowiectwo miały również znaczenie, tym bardziej, że w górskich potokach żyło sporo ryb (pstrągi, lipienie, głowacze).
O tym jak wiele się zmieniło świadczy fakt, że prawdziwą dumą dla polującego było przyniesienie z polowania łupu w postaci niedźwiedziej skóry. Sam Sienkiewicz przyjeżdżał do Zakopanego żeby polować w Tatrach, ale nie tylko po to do czego mam nadzieję wrócę.
Na koniec wątku o polowaniach chcę tylko wspomnieć, że upolowanie świstaka, który teraz jako maskotka skutecznie gra mi na nerwach kiedy przechodzę przez Krupówki, było luksusowym łupem, ponieważ jego sadło było niezwykłym medykamentem w góralskim lecznictwie.
Posted by Picasa

Ulice Zakopanego

Chodzimy ulicami Zakopanego. Wyobrażam je sobie bez tych PRL- owskich narośli, okropnych kwadratowych, bez nowoczesnych budynków hoteli ze szkła, połyskujących metalami i dla oszustwa gdzieniegdzie obłożonych kawałkami drewna. Niestety często odnoszę wrażenie, że jakiś przypadek sprawił, że domy te i hotele pospadały właśnie w Zakopanem, a miały wylądować w innej części Polski.
Nasze spacery zawsze prowadzą na Pęksów Brzyzek, to miejsce jest dla nas szczególne.
Tu znajduje się najstarszy zabytek Zakopanego, położony między Starym Kościołem, a cmentarzem na Pęksowym Brzyzku. To kaplica Gąsieniców.
Kaplica została wybudowana w roku 1800 przez Pawła Gąsienicę.
Zaglądam przez kratę. Przystajemy, rozmawiamy o kościołach, kapliczkach, o sile która się z nimi łączy, o tym jak wielu ludzi przychodzi tu i przychodziło, o religii na Podhalu.
Idziemy dalej na cmentarz. Tu witamy się ze wszystkimi wielkimi.
Z góry uśmiechają się do nas Karol Stryjeński, Włodzimierz Wnuk, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Władysław Orkan, Tytus Chałubiński, Jan Krzeptowski-Sabała, ks. Stolarczyk i wielu innych. Chociaż stajemy przed ich pomnikami, to dla mnie są dalej żywi. To właśnie tu w Zakopanem chodząc ulicami, mijam ich w mojej wyobraźni. Kłaniam się sławnym góralom, taternikom i surdutowcom.
Wizyta na tym najpiękniejszym polskim cmentarzu jest dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem. Tu w wielu miejscach można zobaczyć moją ukochaną rzeźbę, dla mnie jeden z najpiękniejszych wizerunków Chrystusa, tak popularnego na Podhalu. Postać Chrystusa Frasobliwego przykuwa zawsze moją uwagę.
Myślę, że gdybym była w jakimś kraju na południu gdzie nie jest niczym niezwykłym pogłaskanie ikony albo przytulenie się do niej od tak po prostu z prośbą o szczęśliwy dzień, to ktoś musiałby mnie odkleić od mojego Chrystusa.
Większość rzeźb na terenie Podhala ma charakter sakralny, a ulubionymi tematami ikonograficznymi były i są postacie Matki Boskiej z Dzieciątkiem, Piety, Chrystusa Frasobliwego, upadku Chrystusa pod krzyżem. Jestem tym oczarowana. Prostota tych rzeźb, a z drugiej strony taka ekspresja. Wszystko zapisane w drewnie, dzięki jakieś natchnionej dłoni. I jeszcze jedno wyjaśnienie. Na brzysku oznacza na stromym brzegu rzeki, a grunt ten ofiarował Jan Pęksa.
Posted by Picasa
Posted by Picasa

Zakopane...fascynacja (cd)

Tu rzeczywiście czas stanął w miejscu. Cieszę się, że nic się nie zmieniło od ostatniego pobytu. Dom wspaniale pachnie starym drewnem.
Staje w drzwiach naszego pokoju. Dotykam mebli i przedmiotów, wyglądam przez okna na ogród, a kiedy moja druga połówka nosi bagaże, ja siadam w rzeźbionym fotelu przy kaflowym piecu i cieszę oczy.
Witaj nasze Zakopane!
Posted by Picasa

wtorek, 22 lipca 2008

Zakopane...fascynacja (cd)

Kiedy już jestem na miejscu, zaczynam marzyć i żyć przez pewien czas historią Zakopanego oraz Tatr. Tu każda ulica to osobowość sławna na całym Podhalu, Polsce, często również za granicą. Moja każdorazowa przygoda z Zakopanem zaczyna się jednak od zakopiańskich domów. Mamy swoje ulubione domy, w których śnimy, jemy śniadania, czytamy, a wieczorami rozmawiamy popijając wino, o ile oczywiście nie zwabi nas góralska muzyka, tak często wyrywająca się to z jednej, to z drugiej knajpki przy największym polskim deptaku.
Tradycje Podhala, które obsiane jest pięknymi drewnianymi domami budowanymi z jodłowego drzewa (które tak pięknie ciemniało na słońcu ), a od drugiej połowy XIX w. już przeważnie ze smrekowego (czyli świerkowego) powodują, że godzinami mogę podziwiać stare zakopiańskie wille. Celowo zamieściłam wcześniej zdjęcie, chyba najbardziej rozsławionej bo stworzonej według projektu Stanisława Witkiewicza, a stojącej przy zakopiańskiej starówce willi „Koliba”. Do Witkiewicza z pewnością powrócę. O „Kolibie” piszę bo obecnie znajduje się tam Muzeum Stylu Zakopiańskiego. Spacerując po Zakopanem będziemy nie raz podziwiać z zewnątrz piękną architekturę, ale nie każdy z nas ma szansę na nocleg w takim domu, więc może warto odwiedzić Muzeum, żeby choć na chwilę przenieść się w czasie. My mamy to szczęście nocować w willi, która powstała w niedługim czasie po „Kolibie”. Dom, który tak pokochaliśmy, od jego powstania czyli roku 1902, pozostaje w rękach tej samej rodziny i jest oczywiście przykładem stylu witkiewiczowskiego.
Jak mówią jego właściciele mieszkając w nim doświadcza się wrażenia spotkania z czasem minionym, czasem którym odszedł sto lat temu.

Kiedy zamykamy bramę wjazdową mam ochotę podskoczyć z radości.
Tak! Jesteśmy!
Wchodzimy po schodkach. Fantastycznie. Jesteśmy dalej na dworze, ale po zadaszeniem.
Na ścianie krzyż. Wygląda pięknie. Metal na drewnianych płazach. Dostrzegam po chwili, że jest trochę uszkodzony tuż po stopami Chrystusa. Zastanawiam się czy to ząb czasu, czy może jakaś inna historia zabrała ten brakujący kawałek. Mogę tu zostać i patrzeć godzinami, ale moją uwagę rozprasza mała czarna kulka biegnąca na czterech małych łapkach.
To kot. Mam ochotę go potarmosić. Zerkam jeszcze na daszek i na podłogę, na której rozłożony jest kolorowy kilimek i wchodzę do środka.

Zakopane...fascynacja


Jest takie miejsce na ziemi, do którego wracam chętnie i którego urokiem karmię się bardzo często i ciągle mi mało i ciągle czuje niedosyt. Przez dwadzieścia lat przyjeżdżałam tu z Rodzicami. Teraz przyjeżdżam z mężem i czasami ze znajomymi. Wszystkich usiłuję chociaż na moment przeciągnąć do mojego świata, przeprowadzić przez drzwi starej drewnianej szafy, w której kryje się tajemne przejście do miejsca którego często nie widzimy, a tym niezwykłym miejscem jest stare Zakopane.
Kiedy byłam dzieckiem zawsze ulegałam magii legend opowiadanych przez Rodziców. Pamiętam kiedy mój Ojczym kupił książkę, w której była legenda o śpiącym rycerzu. Do dzisiejszego dnia wodzę wzrokiem za Giewontem i patrzę na tego rycerza.
Często wracam też do książki Macieja Pinkwarta. Wjeżdżając do Zakopanego przypominam sobie dlaczego według legend Zakopane nazywa się Zakopane i chociaż w samochodzie wybuchają salwy śmiechu kiedy mówię; „pierwsza wzmianka o Zakopanem pochodzi...” to jednak nie odmówię sobie przyjemności żeby przytoczyć tu za wspomnianym Pinkwartem legendy o początkach tego miejsca.
Podobno jeden z pasterzy, noszący pręgowaną cuchę, zwany właśnie od tej cuchy Gąsienicą, co roku prowadził owce na hale i czekał na słonecznych polanach pod Gubałówką na czas kiedy stopnieje śnieg. Postój ten nazywał się przepaską, a podczas tego postoju góral zakopał w tym miejscu zboże, żeby przekonać się czy wyrośnie i czy tym samym miejsce to nadaje się na stały pobyt. Zboże szczęśliwie wyrosło, a nazwa miała pochodzić od faktu zakopania.
Naukowcy mówią o pochodzeniu nazwy od osady, która powstała w wykarczowanych tam wcześniej lasach którą nazywano Kopane, a delikwent pytany o to gdzie siedzi (czyli mieszka)odpowiadać miał Za Kopanem.
Tak czy inaczej nazwa Zakopane większości kojarzy się dobrze, może poza przypadkami kiedy ktoś musiał stać w kilku godzinnym korku żeby się tu dostać albo wrócić do domu.
Website counter
Blog jest mojego autorstwa i podlega prawu autorskiemu.

USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności albo grzywny.