środa, 24 grudnia 2008

Wesołych Świąt :-)


Cud zdarzył się w Betlejem
Lud pytał ? co się dzieje
Że noc tak pięknie dnieje
Niezwykłą jasnością

Więc poszli zadziwieni
Przez gwiazdę prowadzeni
Ufając że na Ziemi
Spełnia się proroctwo

Szli ludzie i zwierzęta
Bo siła niepojęta
Jak Słowo Boże Święta
Tak im nakazała

Ujrzeli Maleńkiego
Garnęli się do Niego
Bo uśmiech dla każdego
Ta Kruszynka miała

Choć o tym nic nie piszą
Kot przyszedł razem z myszą
Zwabiony dźwięczną ciszą
Ubogiej stajenki

Pies obok się położył
I nawet się nie srożył
Gdy anioł dotknął boży
Oblicza Panienki

Ptaszkowie zaśpiewali
Dzieciątku część oddali
Żarliwie się starali
By się radowało

W kąciku usiadł pająk
Sukienkę srebrną tkając
A wilk przy owcy stając
Spoglądał nieśmiało

Dostojni monarchowie
Szepnęli On jest Bogiem
Co wielką prawdę powie
Jakiej tu nie było

Pasterze przyklęknęli
Bo nagle zrozumieli
Że wśród zimowej bieli
Na świat przyszła Miłość

Poeci i pisarze
Przynieśli księgi w darze
Za nimi zaś malarze
Płótna kolorowe

Kuglarze rozbawili
Muzycy w jednej chwili
Orkiestrę utworzyli
W Imię Jezusowe

Cud zdarzył się w Betlejem
Lud pytał ? co się dzieje
Że noc tak pięknie dnieje
Niezwykłą jasnością

tekst: Leszek Wójtowicz

Makowiec


Przygotowanie:

Drożdże rozpuścić w śmietanie. Mąkę miksować z mlekiem i masłem. Później dodać jajka. Wszystkie składniki połączyłam w mikserze, ponieważ jest to makowiec, który nie ma sprawiać problemu i ma uprzyjemnić święta ;-)
Po wrobieniu ciasto rozwałkować na kształt prostokąta.
Resztę załatwia masa makowa, którą ja doprawiłam 3 łyżkami zmielonych orzechów wołoskich. Brzegi prostokąta zostawiamy wolne, a na środku rozkładamy równomiernie mak. Rolujemy ciasto i odstawiamy do wyrośnięcia na 1,5 godziny w ciepłym miejscu (najlepiej na blasze).
Jeśli ciasto wyrasta w taki sposób, że nie mieści się w jednej formie, a tak było w moim przypadku, to piekę je w jednej dużej formie i jednej mniejszej ;-)
Formę wykładam przed pieczeniem papierem do pieczenia i smaruję masłem. Po przełożeniu do formy zostawiam jeszcze na 30 min w cieple.
Wstawiam do nagrzanego na 180 stopni piekarnika i piekę przez 40 min.

Ważne żeby przed pieczeniem pobawić się trochę długą wykałaczką i zrobić w makowcu kilka dziurek. Po upieczeniu makowiec można polukrować.
Smacznego!!!

wtorek, 23 grudnia 2008

Zupa śliwkowa


Wszystkie świąteczne dania są dla nas wyjątkowe, ale najważniejsza jest rodzinna atmosfera. Kiedy godzinami stoicie w kuchni mieszając w garnkach, kiedy sprzątacie każdy najmniejszy kąt w domu, pamiętajcie o tym żeby nie zabrakło Wam dobrego nastawienia i energii dla rodziny. Nie wszystkie dania muszą być jak z obrazka, a choinka wcale nie musi być prosta jak miotła. Najważniejszy moment w całych Świętach to ten, w którym naprawdę się zatrzymamy, ten w którym będziemy mogli sobie spojrzeć w oczy i złożyć życzenia. Oby nie były to tylko te z tradycyjnego pakietu ;-) Niech będą to życzenia, które świadczą o tym, że mimo całego zabiegania w roku zdążyliśmy zwrócić uwagę na problemy i marzenia innych.
Bądźmy po prostu blisko siebie...


Składniki:

35 dag suszonych śliwek bez pestek
laska cynamonu
3 goździki
½ szklanki miodu
3 łyżki zmielonych orzechów włoskich
1 litr przegotowanej wody
3 szklanki wrzątku


Przygotowanie:

Śliwki zalewamy przegotowaną wodą – zostawiając 6-7 śliwek do przybrania. Po 2 godzinach moczenia dodajemy przyprawy i gotujemy, aż śliwki się rozgotują. Kolejny krok to usunięcie przypraw i dodanie orzechów oraz blendowanie. Jeśli nie mamy blendera przecieramy przez sito. Tak powstałą zupę zalewamy 3 szklankami wrzątku i miodem, po czym dalej gotujemy na wolnym ogniu.
Odłożone śliwki kroimy w paski i ozdabiamy nimi zupę.
Zupę można podawać z łazankami lub grzankami.
Może ona być zarówno daniem wigilijnym lub deserem.
Smacznego :-)

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Świąteczne ciasto z wiśniami


Świąteczne ciasto z wiśniami

Między wszystkimi piernikami, czekoladami i czekoladkami w ciepłym domu, przy świątecznym filmie i światełkach choinki można odkryć jeszcze jedno ciasto. Trochę inne od tych, które zawsze są na świątecznym stole, a jednak przez swój korzenny aromat bardzo pasujące do świąt Bożego Narodzenia.
Przy wszystkich piernikach to ciasto jest świetną odskocznią przez słodko-kwaśny smak wiśni. Wiśnie znalazły się w domowej spiżarni dzięki mojej Babci, a ja z przyjemnością je wykorzystałam.


Składniki:

125 g masła
½ szklanki mleka
3 jajka
¾ szklanki cukru pudru
3 szklanki mąki
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki tłuczonych w moździerzu goździków
2 szklanki wydrylowanych wiśni
tłuszcz do wysmarowania formy
bułka tarta do posypania formy

Cukier puder do posypania


Przygotowanie:

Masło rozpuścić w mleku i wystudzić. Białka ubić z łyżką cukru pudru, żółtka ucierać z resztą cukru. Mąkę przesiać przez sito z proszkiem i przyprawami, dodać utarte żółtka i mleko. Składniki ucieramy, aż ciasto będzie gładkie i lejące. Następnie dodajemy ubitą pianę, przekładamy do formy, układamy wiśnie na górze. Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni i pieczemy w nim ciasto 10 minut po czym zwiększamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy dalsze 30-35 min. Upieczone ciasto wyciągamy z formy.
Smacznego!!!

Zakwas-barszcz


Rzecz jest ty razem o zakwasie na świąteczny barszcz.

Jest wiele przepisów, ale ja mam swój. Z tego właśnie przepisu korzystała moja babcia, korzysta moja mama i ja również nie mogę z niego zrezygnować.
Jeśli macie ochotę na wigilijny barszcz spróbujcie przygotować właśnie ten.
Barszcz na zakwasie ma przewagę nad tym, który normalnie gotujemy w ciągu roku. Jest esencjonalny i odpowiednio doprawiony, pachnący i ma troszeczkę inną barwę jest po prostu tym świątecznym barszczem, na który czeka się przez cały rok.
Barszcz wigilijny z uszkami jest u mnie w domu pierwszym świątecznym daniem, uwielbiam jego zapach i w zasadzie od momentu kiedy stanie przede mną na talerzu wiem, że zaczyna się świąteczne smakowanie.

Zakwas najlepiej przygotować ok. 7 dni przed wigilią.


Składniki:

1 kg obranych i pokrojonych w kawałki buraków
3 ząbki czosnku
2 liście laurowe
ziele angielskie – kilka ziaren
kromka chleba razowego
litr letniej przegotowanej wody

naczynie o pojemności większej niż 1 litr


Przygotowanie:

Wszystkie składniki poza chlebem umieścić w słoju i zalać wodą. Kromkę chleba wsadzamy po zalaniu na samą górę.
Należy sprawdzać, żeby w trakcie kiszenia chleb nie spleśniał i nie zepsuł nam zakwasu.
Ja wyciągam kromkę zaraz następnego dnia po przygotowaniu i dalej kiszę resztę.

Następny etap to oczywiście ugotowanie barszczu, ja gotuję najpierw wywar pod barszcz na grzybach, a następnie postępuje tradycyjnie jak przy gotowaniu zwykłego barszczu, łącząc go na koniec z zakwasem. W zasadzie ten barszcz wigilijny powinien być jałowy, ale u mnie w domu zaciąga się go topionym masłem.
Pycha!
Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 19.XII.2008 - 03.I.2009

czwartek, 11 grudnia 2008

Zupa z jarmużu


Nie ma nic prostszego niż ta pyszna zupa.

Chyba najszybsza z zup pomijając te z proszku, których nie jadam :-)
Jej kolor rozweseli i zaskoczy, a delikatny smak sprawi Wam przyjemność. Wracając z pracy kupcie jarmuż, a obiad będzie gotowy w 15 minut.
Jarmuż to roślina należąca do kapustowatych, zapomniana i niestety traktowana bardzo źle. Z pewnością nieraz omijaliście jarmuż na zakupach, a jest on bardzo smaczny i można wykonać z nim wiele kuchennych wariacji :-)

Nie wierzycie? Kupcie! Może przekonacie się dzięki tej prostej zupie.


Składniki:

250 g jarmużu
1 cebula czosnkowa duża
2 ząbki czosnku
1 pietruszka korzeń
1 kostka smaku – pietruszkowa
3 czubate łyżki śmietany 18%
pieprz i sól do smaku
1 ½ szklanka wody
1 łyżka masła płaska
1 łyżka oliwy
ćwiartka cytryny
starty parmezan

przybranie: kilka umytych listków jarmżu, sok z cytryny, parmezan


Przygotowanie:

Wycinamy kręgosłup z liści ;-) Cebulę drobno kroimy i dusimy pod przykryciem na oliwie i maśle.
Obieramy pietruszkę dzielimy na 2 części, grubszą wrzucamy do garnka, mniejszą do duszonej cebuli i dusimy dalej razem z nią. Do garnka wrzucamy kostkę smaku i zalewamy szklanką wody. Kiedy woda już wrze, wrzucamy jarmuż, a do niego czosnek pokrojony w cienkie plasterki. Na jarmuż przekładamy cebulę i wszystko tym razem trzymamy w garnku, aż liście jarmużu zrobią się intensywnie zielone – myślę, że ok. 4 minut. Dopiero wtedy mieszamy i dusimy następne 5 minut dolewając ½ szklanki wody.
Następnie doprawiamy przyprawami i blendujemy, po czym cały czas mieszając dodajemy śmietanę. Później na małym ogniu podgrzewamy. W międzyczasie siekamy drobno kilka listków jarmużu, doprawiamy je sokiem z cytryny i układamy delikatnie na wierzchu zupy, która jest delikatną pianką. Na koniec posypujemy całość odrobią parmezanem.
Smacznego :-)

wtorek, 9 grudnia 2008

Keks czekoladowy

Wśród nocnej ciszy...

Wszyscy już połamali się opłatkiem, paski w spodniach z ledwością wytrzymują, pies porwał kapcie Babci, Wujek zajął ulubiony fotel Taty, najmłodsi w rodzinie zdążyli już pomniejszyć zapasy bombek, Dziadziuś cieszy się z kolejnej pary skarpet, Mama parzy pyszną aromatyczną kawę, w kącie piętrzą się papiery po prezentach i zaraz po kolędowaniu przyjdzie pora na coś słodkiego.
To może być na przykład keks czekoladowy :-)


Składniki:

250g mąki
200 g masła
100 g cukru
4 jajka
ok. 100 g orzechów włoskich
50 g czekolady (użyłam mlecznej)
ok. 50 g rodzynek
ok. 50 g skórki pomarańczowej i cytrynowej (razem) kandyzowanej
masło do wysmarowania formy
kilka kropli wódki do namoczenia rodzynek
½ łyżeczki proszku do pieczenia


Przygotowanie:

Orzechy sparzyć i zmielić. Rodzynki namoczyć w alkoholu. Czekoladę zetrzeć na tarce.
Masło ucierać dodając na przemian żółtka i cukier, aż powstanie pulchna masa.
Białka ubić na sztywną pianę i połączyć delikatnie z masą z cukru i żółtek. Następnie dodać mąkę z proszkiem i całość dokładnie wymieszać.
Do ciasta wrzucić resztę składników – rodzynki nie mogą pływać w alkoholu ;-)
Wysmarować masłem keksówkę, przełożyć masę i piec ok. 45-50 minut w temperaturze 180 stopni.
Smacznego :-)

Fasolowa z rozmarynem


Zupa fasolowa z rozmarynem


To niezwykłe jak teoretycznie dobrze znane nam smaki zmieniają się dzięki przyprawom. Szczególnie teraz, kiedy jest zimno ta aromatyczna zupa smakuje doskonale.
Chyba każdy, kto był już dzisiaj na dworze marzy o ciepłej zupie :-)

Przepis zaczerpnięty jest z kuchni żydowskiej.


Składniki:

1 litr bulionu warzywnego
400 g białej fasoli
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 duża marchewka
4 gałązki rozmarynu (ja użyłam swojego wcześniej zasuszonego)
1 łyżka śmietany 18%
1 łyżka octu winnego
pieprz ziołowy do smaku
oliwa z oliwek do smażenia


Przygotowanie:

Wieczorem moczymy fasolę. Następnego dnia gotujemy bulion i wrzucamy do niego fasolę i marchew, którą należy wcześniej pokroić w drobną kostkę. Cebulę zeszklić na oliwie. Do gotującej się fasoli i marchwi przełożyć cebulę i doprawić pieprzem oraz solą. Czosnek rozgnieść płaską częścią noża i wrzucić do zupy. Część rozmarynu wrzucić do garnka podczas gotowania. Na koniec śmietanę połączyć z octem i wymieszać z zupą oraz przybrać rozmarynem.

Smacznego!

niedziela, 7 grudnia 2008

Pierniczki

Zanim zabłyśnie pierwsza gwiazdka i zasiądziemy do wigilijnego stołu, musimy jeszcze przygotować wiele potraw, ubrać choinkę, wysłać życzenia i oczywiście kupić prezenty.
Jednym z wielu smakołyków na świątecznym stole są pierniki. W każdym domu inna receptura, jedni kochają miękkie, drudzy te chrupiące. Te cudowne ciasteczka nie tylko smakują ale i zdobią świąteczny stół. Znam domy gdzie jedną z głównych ozdób świątecznych są właśnie własnoręcznie wypieczone i pięknie ozdobione pierniki.
Pierniki, na które przepis zamieszczam niżej należą do tych chrupiących szczególnie w pierwszym tygodniu po upieczeniu, ale trzymane w szczelnym pojemniku z czasem miękną.
Jeśli chcecie ozdobić swoje drzewko piernikami wystarczy w wyciętych za pomocą foremek ciastkach zrobić dziurkę ołówkiem ;-)Już za parę chwil te najpiękniejsze święta roku.....
Składniki:

300g mąki pszennej
½ szklanki miodu
100g cukru
1 jajko
1 łyżka masła
½ łyżeczki sody
2 czubate łyżeczki przyprawy korzennej
migdały do przybrania lub orzechy (ja zmieliłam orzechy włoskie)


Przygotowanie:

W garnku zagotować miód. Mąkę przesiewamy do miski i wylewamy na nią gorący miód, po czym mieszamy nożem. Dodajemy resztę składników i zagniatamy ciasto. Musimy wygniatać długo, żeby pierniki dobrze wyrosły. Na dobrze posypanej mąką stolnicy rozwałkowujemy ciasto i wycinamy ciastka.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku ok. 15 min w temperaturze 150 stopni.
Najlepiej jeśli pierwszą porcję kontrolujemy, żeby ciastka się nie przypiekły. Upieczone na talerz do ostudzenia (kiedy się wystudzą stwardnieją).
Można je posmarować jajkiem przed pieczeniem ale ja uważam ze lepsze są bez glazury :-)
Smacznego!!!

wtorek, 2 grudnia 2008

pissaladière


Uwielbiam dania, które smakują tak, że mogę je jeść bez opamiętania. Myślę, że miłośnicy pizzy będą zadowoleni.
Tym razem kuchnia francuska i coś co w zasadzie pasuje do każdej pory dnia. W Prowansji jada się bardzo smaczny i sycący placek przypominający pizzę tyle, że zrobioną z ciasta chlebowego lub kruchego.
Pissaladiere można przygotować na różne sposoby. Klasyczna zawiera anchois i duszoną cebulkę. Ja zmodyfikowałam przepis dla swoich potrzeb i smaków. Pewnie kiedy to przeczytacie będę leżeć do góry brzuchem i wybierać z talerza ostatnie okruchy.
To jest pyszne :-)


Składniki:

opakowanie drożdży instant (7 g)
500 g mąki pszennej
½ łyżeczki soli
225 ml ciepłej wody
ok. 15 szalotek
4 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka pieprzu ziołowego
trochę więcej niż połowa łyżeczki tymianku
ok. 15 oliwek bez pestek
200 g sera żółtego
3 pomidory


Przygotowanie:

Mąkę, drożdże, wodę, sól i 2 łyżki oliwy wymieszać i wyrobić dokładnie ciasto. Jeśli wyrabiacie ręcznie to róbcie to jak najdłużej, wtedy ciasto będzie ładniej wyrastać.

Ciasto po wcześniejszym rozwałkowaniu na grubość ok. 8 mm na blasze i papierze do pieczenia, należy odstawić na półtorej godziny do wyrośnięcia. Przed odstawieniem ciasta należy delikatnie zawinąć brzeg na mniej więcej 1 cm.

Szalotki pokroić i dusić na rozgrzanej oliwie. Przyprawić pieprzem ziołowym. Pomidory sparzyć, obrać ze skóry, wyciąć głąb, pokroić w kostkę i wrzucić na patelnię do cebulki. Szalotki i pomidory doprowadzić tymiankiem i pozwolić im trochę odparować. Tak powstały sos przekładamy na ciasto, wszystko przybieramy serem (może być mozzarella) jak mazurek ;-) czyli tworząc krzyżyki z pasków sera. W wolne miejsca między serem wkładamy oliwki. Pissaladiere wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i pieczemy 10 min., po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 190 stopni i pieczemy dalej przez 20 min.
Później już tylko zajadamy, Bon appétit !

niedziela, 30 listopada 2008

Tureckie kuleczki w sosie czosnkowym


Muszę przyznać, że wakacje w Turcji były bardzo przyjemne nie tylko krajoznawczo ale i kulinarnie. Bardzo smakowały mi przyprawione mięsa, warzywa czy małe, ale za to bardzo słodkie desery. I chociaż temperatura powinna zniechęcać do jedzenia, to ja oczywiście nie mogłam się oprzeć i musiałam kosztować.
Danie, które dziś chce Wam zaproponować znalazłam w jednej z książek kucharskich. Chociaż wydawało mi się, że po tej ilości czosnku zginą wszystkie wampiry w promieniu 100 km ;-) , to jednak okazało się, że mięsne kuleczki były bardzo smaczne, a sos wspaniały. Myślę, że skusiłby się na nie niejeden wampir ;-)

Składniki:

500 g mielonego mięsa jagnięcego ale ja użyłam mięsa z indyka
3 ząbki czosnku
łyżka suszonej bazylii
łyżka słodkiej papryki w proszku
sól i pieprz

Składniki sosu:
50 g masła
10 ząbków czosnku
4 czubate łyżki mąki
250 ml mleka
250 ml bulionu drobiowego lub warzywnego
sól i pieprz do smaku


Przygotowanie:

Mięso wymieszać z bazylią, papryką, posiekanym czosnkiem oraz pieprzem i solą. Przed przygotowaniem sosu należy bardzo drobno posiekać czosnek. Następnie w garnku o grubym dnie rozpuścić masło i zeszklić na nim czosnek. Dodać całą mąkę energicznie mieszając tak by powstała złocista zasmażka. Do gorącej masy powoli dodawać zimny bulion oraz mleko cały czas mieszając. Następnie wszystko zagotować przyprawiając solą oraz pieprzem. Powinien nam powstać gęsty sos, który należy zostawić na bardzo małym ogniu. Z przyprawionego mięsa, przy pomocy małej łyżeczki, formować kulki o średnicy ok. 3-4 cm, które należy od razu przekładać o gotującego się sosu. Całość należy dusić na małym ogniu przez ok. 45 minut mieszając od czasu do czasu tak abym sos nam się nie przypalił.

Smacznego :-)

Granat pod kruszonką


Wybuchowy deser czyli granat pod kruszonką.

Na zimowe wieczory we dwoje :-)


Składniki na 2 porcje:

1 średniej wielkości dojrzały owoc granatu
2 czubate łyżki demerary (cukru trzcinowego)

na kruszonkę:
75 g masła
150 g mąki
sól
pół roztrzepanego jajka
1 łyżka stołowa zimnej wody


Przygotowanie:

Owoc granatu przekroić na pół i wyłuskać pestki.
Masło należy pokroić w kostkę aby zmiękło. Do miski przesiać mąkę, z której utworzyć kopczyk, a następnie dodać roztrzepane jajko, dużą szczyptę soli, wodę oraz masło. Wszystkie składniki energicznie wyrobić tak by powstała nam jednolita kulka z ciasta, którą owijamy w folię aluminiową i wkładamy na co najmniej godzinę do lodówki.
Następnie do dwóch miseczek żaroodpornych o średnicy ok. 12 cm przekładamy po połowie pestki granatu oraz demererę. Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na dwie części. Na tarce o dużych oczkach ścieramy kruszonkę do miseczek.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200C i pieczemy nasz deser przez ok. 25-30 minut do zbrązowienia kruszonki. Gdyby było zbyt kwaśne można jeszcze oprószyć pudrem z wierzchu.
Smacznego :-)

wtorek, 25 listopada 2008

Spätzle - kuchnia dla narciarzy


Śnieg co prawda trochę topnieje ale miejmy nadzieję, że to nie koniec i że tak naprawdę prawdziwa zima przed nami. Śnieg szczególnie przyda się tym, którzy mają ochotę na szaleństwa na stoku. Z bielą za oknem wróciły wspomnienia z pobytu na ośnieżonych stokach. Tym razem coś dla narciarzy, a dokładnie coś z kuchni tyrolskiej czyli Spätzle.
Tak naprawdę te małe mączne kluseczki można znaleźć wielu miejscach w Alpach. Spätzle są bardzo proste w przygotowaniu i bardzo smaczne nie mówiąc już o tym, że są bardzo sycące. Ja bardzo lubię Spätzle z szpekiem i ostrym serem np. grujer. Takie właśnie jadłam w górach ale przyznam, że w domu robię Spätzle tylko ze smażonym boczkiem i też jest pysznie ;-)
Gwarantuję, że po szaleństwach na śniegu każdy chętnie zje te alpejskie kluchy popijając np. dobrym białym winem lub piwem ;-)
Jeśli chodzi o moje kochane Zakopane to podobne kluseczki znajdziecie w restauracji u Sabały tu cytuję „Ciepluśkie haustki ze skwarkami z wyndzeliny (jadło juhaskie)”, więc jeśli olanujecie jeździć na nartach w Zakopanem, to wpadnijcie do Sabały na haustki i oczywiście coś do tego ;-), a poczujecie w nogach zmęczenie narciarza i będziecie syci na cały następny dzień szaleństw.


Składniki:

ok. 200 g parzonego boczku
1 duża cebula
2 łyżki oliwy z oliwek
½ kg mąki
2 czubate łyżki śmietany (użyłam 18 %)
250 ml wody
2 jajka


Przygotowanie :

Boczek kroimy w kostkę, cebulę również i smażymy na patelni do zrumienienia.

Ciasto:
Wszystkie składniki mieszamy. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Gotujemy wodę w dużym garnku i solimy ją. Korzystamy z maszynki do Spätzli lub durszlaka z okrągłymi dziurkami. Nie dziwcie się jeśli ciasto buntuje się przy przekładaniu do maszynki czy durszlaka. Maszynkę / durszlak trzymamy nad parą i pocieramy w środku łyżką lub jeździmy wózeczkiem w ten sposób do garnka wpadają małe grudki ciasta, które gotujemy ok. 5
min.
Kluseczki mieszamy z boczkiem, można dodać ser lub łyżeczkę masła.

Smacznego!
Teraz możemy pomarzyć o białych górach z oknem ;-)

Zapomniane święta - Katarzynki

Bardzo smutne, że potrafimy przyjmować tyle świąt z zewnątrz, a nie pamiętamy o swoich tradycjach. Ja nie neguję Walentynek ani Haloween, sama biorę w nich udział i uważam, że na stałe zagościły w Polsce. W tym roku mieliśmy lampion z dyni, który wycinał mój mąż i który cieszył dzieciaki w sąsiedztwie. Był też przygotowany słój z łakociami, dlaczego nie? skoro dzieciaki mają trochę radości to bardzo proszę. Szkoda tylko, że nie pamiętamy o naszych świętach np. o Katarzynkach. A właśnie dzisiaj obchodzimy Katarzynki. Święto to narodziło się w starożytnej Grecji, a na greckie pochodzenie ma wskazywać wyraz „katharos” – „czysty”, który jest pokrewny z imieniem Katarzyna. Jest to jednak święto, które nie powinno być obce Polakom, i które było przez nas kiedyś obchodzone.
Święta Katarzyna z Aleksandrii, patronka niewinnych i czystych dziewic, a także studentek ;-) , filozofów i bibliotekarzy, miała pomagać kawalerom w znalezieniu żony. Tradycja wróżenia kawalerom jeszcze sto lat temu była w modzie, tak jak teraz są Walentynki. Mówiło się o tym, że jeśli kawaler utnie w dzień św. Katarzyny gałązkę wiśni, która zakwitnie w dzień Bożego Narodzenia to los ześle mu wybrankę serca.
Ważne też były tej nocy sny i odczytanie ich sensu. Wszystko to oczywiście zabawa, ale również dowód na to, że nie potrafimy w tej chwili promować swoich obrzędów.
Za parę dni Andrzejki, które przetrwały może dlatego, że to stara zabawa panieńska, chociaż teraz przy tej zabawie wróżymy sobie nie tylko imię przyszłego męża, ale znam też takich, którzy chcą wypatrzyć dla siebie nowy samochód, wakacje na wyspie czy nowy ekspres ;-)
Mam nadzieje, że to nie będzie tylko samochód z wosku ;-) i że Wasze marzenia się spełnią.

Wasza wiedźma CafePodróż

poniedziałek, 24 listopada 2008

Rosół


rosołek bez sztucznych smaków :-)

Z pewnością po ostatnim moim poście zastanawiacie się do czego można jeszcze wykorzystać pozostałe po pieczeniu kurczaka kości. Pewnie większość z Was pomyślała, że chce Wam zaproponować coś strasznego. Zanim więc zaczniecie czytać resztę zobaczcie co wchodzi w skład popularnych kostek rosołowych.
Myślę, że większość z nas pomaga sobie nimi w kuchni, mnie również zdarza się z nich korzystać. Jeśli już wiecie co wchodzi w skład kostki rosołowej, to możecie się zastanawiać ile kury jest w kostce z kury ;-) i może spojrzycie przychylnym okiem na moją propozycję?
Jest to pomysł na rosół wyczytany i dawno zapomniany, a tak naprawdę wydaje się o wiele zdrowszy. Poza tym długo gotowany wywar możecie mrozić i używać jako bazę do wielu zup nie używając tym samym chemii. Spróbujcie bo warto. Sami będziecie zaskoczeni, ja też byłam.


Składniki:

pieczone kości z kurczaka wielkości ok. 1 kilograma
1 duża marchew
1 duża cebula
1 pietruszka – korzeń
pół małego selera lub kilka liści lubczyku
sól i pieprz do smaku
natka pietruszki
1,5-2 l wrzącej wody


Przygotowanie:

Do brytfanki wkładamy kości (mnie poza kośćmi pozostały całe skrzydełka oraz szyja z mięsem), które pozostały nam po upieczonym kurczaku, a następnie pieczemy je w piekarniku w maksymalnej temperaturze od pół godziny do godziny tak by się nie spaliły. Po upieczeniu przekładamy do dużego garnka dodajemy obraną marchew, korzeń pietruszki oraz seler. Całość zalewamy ok. 1,5-2 litrami wrzącej wody. Na suchej patelni lub w nagrzanym na maksymalną temperaturę piekarniku przypalamy obraną cebulę – nada ładny kolor naszemu rosołowi. Gotujemy ok. 3-4 godzin, aż zupa nabierze odpowiedniego smaku. Kiedy rosół będzie gotowy należy całość przecedzić przez sitko do osobnego garnka. Marchew i pozostałe mięso z kurczaka możemy posiekać i dodać do zupy. Na koniec doprawiamy go solą i pieprzem.

Ja mój rosołek podałam z pysznymi groszkami ptysiowymi, które zrobiłam według następującego przepisu :-)

Składniki:

160 g mąki pszennej
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki cukru
100 g masła
250 ml wody
3 całe jajka

Przygotowanie:

Do rondla wkładamy masło, sól, cukier i wlewamy wodę. Całość należy zagotować. Następnie do rondla przesiewamy przez sito mąkę uważając aby całość nie zaczęła się przypalać. Mieszamy aż powstanie gładka masa. Ciasto przekładamy do miksera i wyrabiamy kolejno dodając jajka. Gdy powstanie lejące się ciasto nakładamy je robiąc łyżką niewielkie kleksy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze 200-220 stopni przez ok. 15 minut do zrumienienia się groszków. Należy cały czas kontrolować pieczenie aby ptysie się nam nie przypaliły.

Smacznego :-)

Benedyktyńskie Kurcze Pieczone


Benedyktyńskie kurcze pieczone :-)

Pamiętam te czasy kiedy byłam małą dziewczynką i na niedzielnym obiedzie u Babci pojawiał się kurczak pieczony w brytfance. Teraz przy tak dużym wyborze przeróżnych przypraw i pomysłów, w niedzielnym menu takie obiady często zostają zepchnięte gdzieś na bok. Pewnie też dla tego, że moda na lekką i zdrową kuchnię nie godzi się z tradycyjnymi ciężkimi obiadami. Czasami jednak robimy małe odstępstwa ;-) szczególnie wtedy, kiedy za oknami biało, miło jest zjeść taki obiad, zrobić zapasy kalorii żeby później spalić je na spacerze w parku. Krótko mówiąc niech od czasu do czasu będzie jak u Babci.

Składniki:

cały kurczak ok. 1 kilogram
6-7 łyżek oleju słonecznikowego
2 łyżki przyprawy benedyktyńskiej do mięs (użyłam przyprawy Benedyktynów z Tyńca dostępnej tu http://www.benedicite.pl/index.php?option=75&action=product_show&product_id=375 )

2 łyżki masła
2 łyżki soli
pół szklanki wody – ok. 150 ml


Przygotowanie:

Kurczaka myjemy, po czym dokładnie suszymy. Następnie nacieramy go kolejno solą, olejem słonecznikowym, przyprawą benedyktyńską do mięs. Do środka wkładamy masło. Wsadzamy do lodówki przynajmniej na godzinę, ale dobrze jest przytrzymać go w zimnie 3-4 godziny wtedy nabierze lepszego smaku. Pieczemy w brytfance w temperaturze ok. 220 stopni ok. 1,5 godziny. Należy pamiętać aby w trakcie pieczenia obracać go mniej więcej co 20 minut oraz w trakcie obracania polewać go wytopionym tłuszczem. W połowie czasu pieczenia można dolać wodę – mięso nie będzie wtedy suche. Kurczak jest gotowy kiedy zrumieni się na złoto z wierzchu.

Smacznego :-)

P.S.Nie wyrzucajcie kości oraz skórek jeśli ich nie jecie ;-) W następnym wpisie pokaże do czego można je wspaniale wykorzystać.

piątek, 21 listopada 2008

"Le Beaujolais Nouveau est arrivé!" czyli poszukiwanie smaków.


Ogarnięta szałem świętowania z kieliszkiem Beaujolais Nouveau w ręku również postanowiłam spróbować tegorocznego wina. Ku mojemu zaskoczeniu w sklepie, w którym byłam nie zalazłam jednej butelki tegorocznego Beaujolais. I chociaż można było zauważyć plakaty zapowiadające wielkie święto tego wina, to na półce niestety pusto.

Czy Polacy dołączyli do już i tak licznego grona świętujących? Wydaje się, że tak.

Niewiadomo kiedy ktoś sprytnie wkręcił nas w wirówkę marketingową i zachęcił do picia tego najpopularniejszego na świecie cienkusza. Muszę przyznać, że ja również dałam się złapać. W końcu wszystko co ma związek z kuchnią przyciąga moją uwagę.

Na święto Beaujolais od paru lat zapraszają restauracje i sklepy. Coraz liczniej restauratorzy kuszą specjalnie przygotowanym na tą okazję menu, a wszystko kręci się dosłownie wokół kieliszka wina.

Zgodnie z ustalonym w roku 1985 prawem, od trzeciego czwartku listopada można otwierać to młode wino produkowane z winogron szczepu gamay w procesie maceracji węglowej. Wtedy też cały świat wypełnia pieniędzmi kieszenie winiarzy z regionu Beaujolais.

Ponieważ jak już wspomniałam źródełko w moim sklepie wyschło do domu przywiozłam nie tak młode, ale jednak Beaujolais z 2006 roku. Przyznam szczerze, że o ile wino to może powalić na kolana jak to alkohol, to jego właściwości smakowe niestety nie.

Nie na darmo mówi się o tym, że szał na Beaujolais, który zaczął się od słynnego zdania "Le Beaujolais Nouveau est arrivé!" przyćmił inne winna z tego regionu i często psuje im reputację. Ale czy nigdy już nie dam się ponieść fetowaniu? Oczywiście, że dam ;-) Po pierwsze świętować jest miło, po drugie próbować też, chociażby po to żeby wiedzieć czy warto wrócić do pewnych smaków. Jakie będzie Beaujolais 2009? Musimy zaczekać dwanaście miesięcy, żeby się o tym przekonać... ;-)
CafePodróż

czwartek, 20 listopada 2008

Frytki z patatów


Frytki z patatów

Zakochałam się w słodkich ziemniakach. Świetnie pasują do wielu dań, a frytki z nich smakują wyjątkowo.
Słodkawy smak zachwyci z pewnością dzieci, a jeśli i Wy macie ochotę na niezwykłe frytki to gorąco polecam ;-)

Składniki:
dwa duże pataty – ok. 1 kilogram
kilka łyżek oliwy z oliwek
sól i pieprz
parę łyżeczek słodkiej papryki
szczypta chili
Przygotowanie:
Pataty należy obrać i pokroić w słupki ok. 1 cm. Następnie przełożyć do miski lub garnka, polać oliwą i pomieszać tak aby pokryły się warstwą tłuszczu. Dodać paprykę, pieprz, sól oraz chili. Ponownie zamieszać tak aby frytki pokryły się mieszanką przypraw. Rozgrzać piekarnik. Całość rozłożyć równo na blasze lub w brytfance. Piec około 20–30 minut w temperaturze 230 stopni C, aż frytki będą rumiane i miękkie.
Frytki można podać z salsą z awokado lub dipem paprykowym.
Smacznego!!!

Giambotta


Giambotta

Giambotta to gulasz warzywny, który gotuje się szybko, a ponieważ jest z samych warzyw to jest on również bardzo lekki i zdrowy.
Teraz kiedy nadchodzą zimowe dni, a za oknem jest szaro, taka mieszanka kolorowych warzyw dobrze nam zrobi. Można powiedzieć, że przygotowanie ma działanie terapeutyczne ;-) a dodatkowo rozgrzewające.


Składniki:

2 średniej wielkości czerwone papryki
2 duże pomidory
2 średniej wielkości ziemniaki
1 bakłażan
1 duża cebula
sól i świeżo zmielony pieprz
¼ szklanki wody
2 łyżki oliwy z oliwek
4–5 listków świeżej bazylii


Przygotowanie:

Z pomidorów pozbywamy się twardych części i kroimy w kawałki. Warzywa kroimy w dużą kostkę i razem z wodą oraz oliwą wsadzamy do garnka. Przyprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy wszystko ok. 30 minut i podajemy ozdabiając bazylią.

Smacznego!!!
przepis Artiego Bucco

środa, 19 listopada 2008

Zakrapiane kulki


Po długiej przerwie postanowiłam osłodzić zimowe wieczory.
Dzisiaj coś prostego i jednocześnie ładnego.
Zakrapiane kulki, które mogą być ozdobą stołu na przyjęciu. Moja rodzina zjada je chętnie i nawet wtedy kiedy wszyscy są już najedzeni i zasłodzeni, zawsze znajdzie się ktoś kto ma miejsce na słodką kulkę ;-)
Moje kulki tym razem może nie mają genialnych kształtów ale to nie jest takie ważne :-)
Oczywiście uwielbiam słodycze, które mają nie tylko smak ale i kuszący wygląd dlatego chętnie zaglądam tam gdzie można znaleźć np. belgijskie pralinki i czekoladowe trufle.
Dzisiaj my zabawmy się w cukiernika...


Zakrapiane kulki:
25 dag masła
½ szklanki cukru
3 żółtka jajek
3 łyżki kakao
1 opakowanie cukru waniliowego
1 łyżeczka alkoholu (ale ja leję dużo więcej – wszystko zależy od waszych upodobań)
2 opakowania herbatników (użyłam petit bure)
wiórki kokosowe

Przygotowanie :
Herbatniki zmielić i połączyć z resztą składników. Kiedy już powstanie masa, którą oczywiście doprawiamy alkoholem kształtujemy z niej kulki wielkości orzecha (ja tym razem zrobiłam większe), następnie kulki obtaczamy wiórkami kokosowy i wstawiamy do lodówki żeby trochę stężały.
Masa musi być gładka, a jeśli okaże się za rzadka możecie ją wzmocnić odrobiną kokosu lub dodatkowymi herbatnikami.

Smacznego i dobrej zabawy !

Dodam tylko, że przepis pochodzi od mojej mamy, u której zawsze smakują fantastycznie :-)

poniedziałek, 10 listopada 2008

Rogale świętomarcińskie




Lubię długie weekendy, to okazja do wielu spotkań z rodziną i przyjaciółmi.
To zawsze czas na pyszne dania, których nie możemy zjeść w tygodniu, a w listopadzie to czas na rogale. Rogale wyjątkowe bo z Poznania, rogale których tradycja wypieku sięga 1891 roku.
11 listopada najlepiej być w Poznaniu ale kiedy nie możecie tam dojechać to musicie się mocno uśmiechnąć do św. Marcina żeby czuwał nad Waszym wypiekiem i koniecznie podzielić się słodkimi rogalami z rodziną i przyjaciółmi.
A jak to było z tymi rogalami:
Gdy zbliżał się dzień św. Marcina (11 listopada), ówczesny proboszcz poznańskiej parafii pod wezwaniem św. Marcina, ks. Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby - wzorem patrona - zrobili coś dla biednych. Józef Melzer, jeden z poznańskich cukierników, odpowiadając na apel proboszcza, upiekł trzy blachy rogali i przyniósł pod kościół. W następnych latach dołączyli do niego inni, aby każdy mógł w ten dzień najeść się do syta. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników. A po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Rączyński, natomiast tuż po II wojnie światowej przed zapomnieniem rogala uratował Zygmunt Wasiński. Tradycja wypiekania rogali świętomarcińskich na dzień 11 listopada przetrwała w Poznaniu do dziś. W tym dniu poznaniacy zjadają go kilkaset ton.
Powstaniu rogala towarzyszy legenda: Dawno, dawno temu wyśnił go jeden z poznańskich piekarzy. Ujrzał on we śnie świętego Marcina jadącego na koniu, podniósł zgubioną przez jego konia podkowę i postanowił, że będzie piekł ciasto w takim kształcie.
Tradycje poznaniaków są dla mnie bardzo ważne. Moi dziadkowie pochodzą z Wielkopolski i mieszkali w Poznaniu :-) ale kończmy wspomnienia i przejdźmy od lektury do czynów.

Składniki na ciasto :

1 kg mąki pszennej
6 jaj
0,5 kostki masła
2 łyżki cukru
50 g drożdży
1 szklanka mleka

Masa:

1,5 szklanki cukru pudru
200 g migdałów i orzechów
100 g białego maku
śmietana 18% - 200g


Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości mleka. Jajka utrzeć z cukrem i połączyć ze stopionym masłem. Nie przerywając ubijania, dodawać porcjami przesianą mąkę, mleko oraz wcześniej przygotowane drożdże. Ciasto wyrabiać do chwili, gdy zaczną pokazywać się pęcherzyki i wtedy pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Migdały, orzechy i mak zaparzyć, zemleć, utrzeć z cukrem i śmietaną aż do uzyskania gęstej masy(ja zaparzyłam orzechy 200g i migdały 200g po czym zmieliłam je w blenderze, możecie użyć gotowej masy makowej). Wyrośnięte ciasto rozwałkować i pokroić na kwadraty, a następnie każdy z kwadratów przekroić tak aby powstały dwa trójkąty. Na każdy z nich nałożyć porcję wcześniej przygotowanej masy, uformować rogaliki zwijając od szerszego brzegu i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wstawić do gorącego piekarnika i piec w temp. 220-250 stopni na złoty kolor.
Ja piekłam w temperaturze 230 stopni przez 10 min do zbrązowienia.

Smacznego!!!

Pamiętajcie na górę lukier! Pycha!
*historia rogali świętomarcińskich i przepis zaczerpnięte ze strony http://www.poznan.pl/

piątek, 7 listopada 2008

Już wkrótce świętomarcińskie rogale z moich rodzinnych stron ;-)

czwartek, 6 listopada 2008

湯 zupa

Czy macie ochotę na orientalne szaleństwo?
A może marzycie o podróży do kraju niebiańskiego smoka?
Jeśli odwiedzając małą chińską knajpkę marzycie chociaż o częściowym przeniesieniu tych tajemniczych smaków do swojego domu, musicie przygotować zupę z kiełków fasoli mung.
Ja lubię takie smaki, pamiętam pierwszą wizytę, w restauracji której właściciel słabo mówił po polsku ale nadrabiał to uśmiechem oraz pięknym ukłonem. Pamiętam też, że chińska kuchnia była wtedy dla nas nowością, a ja jako mała dziewczynka byłam pod wrażeniem wystroju restauracji, a także nowych smaków.
Moi Rodzice pokochali tą knajpkę i w ten sposób mieliśmy możliwość częstych odwiedzin połączonych degustacją ;-) Właściciel był bardzo miły a mój brat, który miał wtedy może 4 latka cieszył się specjalnymi względami i dostawał zawsze całą michę chipsów krewetkowych gratis.
Często zamawiałam zupę kwaśno-pikantną, kurczaka którego nazwy nie wymienię ;-) i popijałam wszystko radośnie jaśminową herbatą.
Do dzisiejszego dnia jestem zdania, że tylko ktoś kto wychował się w takiej kulturze jak Pan Lu i zna tą kuchnie od podszewki, może tworzyć te wszystkie dania. My w sposób nieudolny staramy się naśladować azjatów i niestety z różnym skutkiem.
Ja zainspirowana kuchnią chińską starałam się stworzyć własną orientalną zupę.
Spróbujcie i Wy.

Składniki:

1 litr wody
kilka pierścieni kalmarów (możecie użyć krewetek koktajlowych)
jedna marchewka tarta na grubych oczkach
3 łyżki drobnego groszku z puszki
100 g kiełków świeżej fasoli mung (nie z puszki !)
1 łyżka oleju sezamowego
1 kostka rosołu z kury
szczypta chili
szczypta pieprzu
szczypta soli
2 łyżki octu winnego
2 ząbki czosnku
½ pęczka makaronu soba połamanego na kawałki ok.1 cm

Przygotowanie:

Kostkę rozpuścić w wodzie i zagotować, marchew dodać do wywaru razem z makaronem.
Następnie dodajemy olej sezamowy i chili. Po chwili dodajemy ocet i kiełki fasoli, a później drobno pokrojony czosnek. Wszystko doprawiamy solą i pieprzem, a na koniec dodajemy groszek i kalmary. Kalmary można pokroić w kostkę.
W ten sposób powstaje lekko pikantna ciepła smaczna zupa.
Nazwijmy ją orientalną ;-)
Smacznego wracam do ksiązki o Chinach :-)

środa, 5 listopada 2008

Sałatka na gałązce


Tym razem coś szybkiego i zdrowego na ząb :-)

Bardzo lubię sałatki, kiedy idę wybierać warzywa ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka. Moje kupowanie zaczyna się od wąchania. Po pierwsze zapach np. pomidorów zdecyduje o tym czy kupię je czy nie. Jeśli chodzi o warzywa wole zakupy na targu u znajomej Pani, u której dosłownie biorę pomidory spod lady. Przykra przerażająca prawda jeśli chodzi o pomidory, które kupujemy w supermarketach jest taka, że ich dojrzewanie w magazynach, a raczej nabieranie koloru pozbawia je smaku. O tej porze roku jeśli kupuje warzywa w dużym sklepie wybieram te, które przyjechały z ciepłego kraju. Nie myślę w tym momencie o tym czym są pryskane czy nie, kieruje się raczej zapachem i smakiem, za którym bardzo tęsknie po lecie.
Nie oszukujmy się nawet w eko sklepach zdarzają się oszustwa i warto dokładnie sprawdzać czy ktoś nie robi interesu na naszym zdrowiu. Ale koniec straszenia przejdźmy do przyjemności czyli jedzenia;-)

To sposób na sałatkę, która poprawi nam humor.

ok. 10 listków świeżej bazylii
kilka liści sałaty lodowej
oliwa z oliwek
ocet winny
pomidory koktajlowe na gałązce (to raczej moja fanaberia jeśli macie takie, które są już pozbawione gałązki to oczywiście też mogą być)
kilka ząbków czosnku (to w zasadzie zleży od tego ja bardzo lubicie czosnek)


Przygotowanie :

Bazylię i sałatę porwać na drobne kawałki. Na ręce wylać ok. 2 łyżek oliwy i wszystko w rękach wmieszać.
Przygotować talerze i przełożyć na nie sałatę z bazylią.
Na rozgrzanej na patelni oliwie z oliwek ułożyć obrane ząbki czosnku i pomidory, można też użyć ulubionych ziół żeby doprawić oliwę. Smażyć aż czosnek zmięknie, oliwa nabierze smaku, a pomidorki będą ciepłe.
Sałatę skropić octem winnym i ułożyć na niej pomidory oraz czosnek wykorzystując smakową oliwę z patelni. Teraz tylko kromeczka smacznego pieczywa albo grzanka i smacznego!!!

wtorek, 4 listopada 2008

Ciasto marchewkowe


Przerwa na słodkie obżarstwo to jest coś.
Nawet Ci, którzy odchudzają się całe życie mają chwile słabości i lubią zrobić sobie dobrze.
Na przerwę w wiecznym odchudzaniu (ja tego oczywiście nie rozumiem chociaż lubię sobie pozrzędzić na ten temat) wybrałam tym razem ciasto, które zagościło w naszym domu już dawno temu. Ciasto, które wielu szokuje i jak się okazuje pozytywnie :-)
Przepis pochodzi od Liski, która wie co dobre.
Jest proste w przygotowaniu i smaczne. Można powiedzieć, że z każdym dniem leżakowania lepsze.
Dzisiaj mój mąż podjadał je w pracy... ;-)

Składniki:

4 jajka
250 g cukru pudru
300 g mąki pszennej
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
400 g marchwi obranej i startej na tarce o dużych oczkach
185 ml oleju słonecznikowego

Przygotowanie:

Mąkę przesiać przez sito razem z cynamonem, sodą i proszkiem do pieczenia. Wszystkie składniki oprócz marchwi wymieszać dokładnie.
Ja robie to w mikserze ale wcale tak nie trzeba ;-) ważna jest jak zwykle dokładność.
Na koniec dodać marchew i wmieszać ją w ciasto. Formę o średnicy 24 cm nacieramy masłem i wysypujemy mąką.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Ciasto pieczemy przez godzinę.

Smacznego! Teraz wracam do mojego ciasta mniam!

czwartek, 30 października 2008

Kurczak pod kołderką



Uwielbiam gotować.
Gotowanie daje mi dużo radości. Nie zawsze jednak mam tyle czasu żeby wymyślać skomplikowane dania.
Są jednak takie okazje kiedy bardzo mi zależy żeby danie wyglądało ładnie, nie tylko ze względu na odwiedziny przyjaciół ale również dlatego, że sama lubię kiedy jakieś jedzenie cieszy moje oczy.
Jest wiele gotowych produktów, które mogą ułatwić nam gotowanie. Co prawda nie lubię używać tzw. gotowców i nigdy nie kupuję sosów i dań w proszku ale robię pewne wyjątki na własny użytek np. ciasto francuskie.
Oczywiście lepiej mieć swoje, które przechowujemy w lodówce na taką okazję, ale ja akurat swojego nie miałam :-)


Kurczak pod kołderką

Składniki:

300 g piersi z kurczaka lub udźców z kurczaka pozbawionych skóry i kości
1 bardzo duża papryka
4 duże pieczarki
1 cebula
350 g przetartych pomidorów (prawie cały kartonik)
½ łyżeczki oleju sezamowego
½ łyżeczki sosu sojowego
pieprz i sól do smaku

Przygotowanie :

Kurczaka pokroić w kostkę i podsmażyć, dodać cebulę i pokrojone pieczarki. Następnie całość doprawić solą, pieprzem, olejem sezamowym oraz sosem sojowym.
Po kilku minutach dodać paprykę pokrojona w kostkę. Kiedy papryka zmięknie wszystko zalać przetartymi pomidorami.
Dusić pod przykryciem ok. 10 min.

Z ciasta francuskiego wycinać koła większe od parę centymetrów od średnicy misek żaroodpornych, w których będziemy zapiekać kurczaka. Każdą miskę (jej brzeg) okleić paskiem ciasta.
Miseczki napełnić kurczakiem z warzywami i zalepić ciastem zlepiając pasek z kołem. Na powierzchni ciasta zrobić delikatnie dziurki widelcem.
Piekarnik nagrzać zgodnie z temp. podaną na opakowaniu ciasta francuskiego – zazwyczaj ok. 200 stopni.
Piec 15 minut. Gotowe :-)

Smacznego!!!!!!!

* do przygotowania tej potrawy zainspirowała mnie Nigella Lawson


Spaghetti all’arrabbiata


Spaghetti all’arrabbiata

To wspaniały przepis na nieskomplikowane danie. Warunkiem jest jednak to czy lubimy pikantne smaki, jeśli tak to będzie to obiad lub kolacja dla nas.
Ja mam sycylijską przyprawę do arrabiatty, ale można poradzić sobie bez niej używając odpowiednich składników. W skład mojej przyprawy wchodzą takie składniki jak: natka pietruszki, czosnek, pomidor, chili, grzyby, lebiodka, sól.
Używając więc tych składników stworzycie wymarzone danie, należy jedynie uważać na chili bo może się okazać, że zamienicie się w smoka ziejącego ogniem ;-).

Składniki:

200 g makaronu spaghetti
przyprawa arrabiata 4 płaskie łyżki
oliwa z oliwek 4 łyżki
parmezan
3 średnie pomidory


Przygotowanie :

Ugotować makaron spaghetti według przepisu na opakowaniu.
Uważajcie jednie na ilość ;-) jeśli nie przychodzi do Was rodzina lub znajomi nie ma sensu gotować jak dla wojska ;-)
Na patelni rozgrzejcie oliwę z oliwek ok. 4 łyżki, wsypcie 4 łyżki przyprawy (lub wcześniej poszatkowane składniki).
Nie pozwólcie na to aby czosnek się spalił. Oliwa ma nabrać smaku przypraw, a nie spalonego czosnku. Pomidory pokrojone w ćwiartki wrzucajcie na patelnię i poczekajcie, aż zmiękną.
Następnie dodajcie makaron. Kiedy wszystko wymieszacie, a makaron nabierze smaku danie jest gotowe. Makaron przełóżcie na talerz i posypcie parmezanem według uznania.Proste, szybkie i smaczne!

środa, 29 października 2008

Chleb pszenno-żytni




Jakoś chlebowo u mnie się zrobiło. Proponuje następny smaczny chlebek. Tym razem na drożdżach suchych

Składniki :

1 opakowanie suchych drożdży
150 ml ciepłego mleka
250 g mąki żytniej typ 720
450 g mąki pszennej
30 g miękkiego masła
1 łyżeczka cukru
1 czubata łyżeczka soli
300 ml ciepłej wody

Przygotowanie:

Drożdże rozrobić w mleku. Następnie wszystkie składniki połączyć. Ciasto wyrabiać, aż będzie gładkie. Im dłużej wyrabiamy ciasto chlebowe tym lepiej!
Odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę pod przykryciem.
Kiedy ciasto już wyrośnie i wyraźnie podwoi swoją objętość, uderzam je pięścią. Kształtuje ponownie bochenek i odstawiam na 45 min.
Następnie bochenek kładziemy już na blachę posypaną mąką i przykrywamy ściereczką. Kiedy ciasto znowu podrośnie robimy na nim nacięcia.
Piekarnik nagrzewamy do 230 stopni i pieczemy chleb przez 10 minut w tej temperaturze, po czym zmniejszamy ją do 200 stopni i pieczemy przez kolejne 20-25 min.
Chlebek głucho brzmiący po opukaniu jest gotowy.
Po wyjęciu z piekarnika należy studzić go na kratce.
Smacznego!

Zupa z rydzów


Zupa z rydzów z pieczonymi warzywami.

Lubię chodzić po lesie w poszukiwaniu grzybów nawet jeśli nie znajdę ani jednego. Ważna jest cisza i zapachy. Taki leśny odpoczynek dla ciała i duszy.
Jest coś niezwykłego w tym wspólnym cichym poszukiwaniu, bez rozmowy. Ale nie będę się rozpisywać teraz na ten temat bo tu chodzi o zupę ;-)
Oczywiście nie znalazłam sama tych grzybów, chociaż w tym roku miałam wiele razy okazje do włóczenia się po lesie.

Składniki:

180 g rydzów
2 szalotki
1 średniej wielkości cebula
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka smaku grzybowego w proszku
pieprz
3 czubate łyżki gęstego jogurtu (ja użyłam greckiego)
1 litr wody
1 łyżka bułki tartej

3 średniej wielkości ziemniaki
1 marchewka średnia


Zagotować litr wody, w którym rozpuszczamy sól i smak grzybowy.
Rydze po oczyszczeniu kroimy jak nam to odpowiada – paski lub kostka. Szalotkę kroimy w wąskie talarki, a cebule w drobną kostkę. Na patelni na złoto smażymy na oliwie szalotki i cebulę. Dorzucamy rydze. Mieszamy wszystko i smażymy ok. 10 min. Na koniec posypujemy łyżką bułki tartej oraz delikatnie solimy i pieprzymy. Przerzucamy zawartość patelni do wrzącego wywaru i gotujemy ok. 10 min. Aby zebrać cały smak grzybów i szalotek przelewamy na patelnię kilka łyżek wywaru, podgrzewamy i następnie wlewamy z powrotem do garnka.
Zmniejszamy ogień pod zupą i w osobnym naczyniu mieszamy jogurt z odrobiną wywaru, a następnie łączymy jogurt z całością zupy.

Na patelni :

Pieczmy ziemniaki obrane i pokrojone w małą kostkę. Robimy to używając niewielkiej ilości oleju. Tak aby patelnia była w efekcie sucha, a ziemniaki piszczały jak w ognisku.
Marchew kroimy w drobne cienkie paski i robimy z nią to samo. Jeśli chodzi o marchewkę to pieczemy ją krócej. Chodzi o to aby wydobyć jej słodki smak.
Warzywa muszą wyglądać mniej więcej tak jak na zdjęciu.
Warzywa wsypujemy do zupy na koniec szybko podgrzane przed podaniem.
Myślę, że lepiej dodać jest bezpośrednio na talerze.
Smacznego! smak jesieni i pieczonek...

wtorek, 28 października 2008

Chleb żytni


Żeby żyć trzeba jeść ;-) Taki banał, ale to prawda. Dla mnie podstawa smaczny chleb, a jeśli jest domowy to z pewnością zostanie w całości zjedzony i nie pozostanie nawet okruszek.
To przepis na chleb, który ma nakarmić zgłodniałe brzuchy i sprawić przyjemność, bo przecież jedzenie to nie tylko utrzymywanie się przy życiu ale także przyjemność.

Przygotowanie zakwasu :

2 dni przed pieczeniem naszego chleba łączymy w słoiku kubek mąki żytniej (typ 720) i kubek ciepłej wody 1:1. Słoik zakręcamy i odstawimy w ciepłe miejsce. Ja trzymam taki słoik na kaloryferze. Wcześniej należy oczywiście wszystko dobrze wymieszać.
Następnego dnia zakwas należy dokarmić. Dokarmienie polega na dosypaniu kubka mąki żytniej i dolaniu kubka letniej wody. Wszystko ponownie dobrze wymieszać. Po wymieszaniu powinniśmy zobaczyć małe bąbelki powietrza na zakwasie. Przyznam się, że wymieszałam pierwszego dnia wszystko w mikserze. Wydawało mi się, że w ten sposób mikstura będzie bardziej napowietrzona i dokładniej wymieszana. Uważajcie na swój zakwas następnego dnia!!! To strasznie ciekawski „facet” lubi wyłazić ze słoika po dokarmieniu, dlatego słoik wstawiłam do miski i nie dokręcałam do końca, żeby nie straszył mnie w nocy ;-)
Następnego dnia zaczynamy korzystać z zakwasu po dokładnym wymieszaniu.

Zaczyn:

Wiem, że już Wam gorąco i nerwy Was ponoszą bo gdzie jest ten chleb :-)
Jeśli chcecie piec chleb bez drożdży to musicie uzbroić się w cierpliwość.
Tak właśnie wyglądają poszczególne etapy pieczenia :-)

Mój zaczyn w tym przypadku jest trochę uproszczony.
Nie czekam całej nocy, a jeśli zakwas jest młody czyli niezbyt mocny dodaję go trochę więcej.

250 g mąki żytniej ja użyłam typ 720
300 ml zakwasu

Wszystko wymieszać, aż powstanie zwarta gładka kula, jeśli używacie miksera nie powinno być problemu, a jeśli wyrabiacie takie ciasta ręcznie najlepiej zatrudnić męża, chłopaka, kochanka, myślę, że nawet sąsiad może dobrze wyrobić ciasto na chleb ;-)
Jeśli już sąsiad wyrobił nam zaczyn to przepraszamy go bo zaczyn musi teraz bo przykryciem w ciepłym miejscu czekać ok. 3 godzin. Zapraszamy sąsiada na kawę do czasu wyrabiania właściwego ciasta.

Ciasto właściwe:

To nie jest tak jak w kawiarni, że reszty nie trzeba ;-) przeciwnie tu trzeba bo reszta składników utworzy chleb. W tym miejscu należy ponownie wyręczyć się sąsiadem ;-)

łyżeczka soli typ 720
150 g mąki żytniej
150 g mąki pszennej
300 ml ciepłej wody
wcześniej przygotowany zaczyn

Wszystko wymieszać. Zagniatać ciasto, aż będzie gładkie i dobrze napowietrzone.
Odstawić na 1 ½ godziny w ciepłe miejsce.
Nasmarować foremkę oliwą lub olejem. Przełożyć ciasto rozciągając je.
Odstawić na kolejne ½ godziny w ciepłe miejsce (najmniej pół godziny)
Dobrze nagrzać piekarnik.
Chlebek można pospać na wierzchu mąką. Piec w temperaturze 200 stopni przez 50 minut.
Smacznego :-)

poniedziałek, 27 października 2008

Zupa Crécy


Zupa Crécy (czyt. kresi)

przepis wg. Encyklopedii Kulinarnej - Larousse

Składniki:

1 litr bulionu wołowego lub wywaru drobiowego (ja użyłam bulionu cielęcego)
500 g marchewki
1 duża cebula
80 g masła
1 szczypta soli
½ łyżeczki cukru
100 g ryżu (ja użyłam płatków ryżowych)

Przygotowanie:

Przygotować bulion. Obrać marchewkę i cebulę, pokroić w cienki plasterki, po czym dusić powoli w rondlu (ok. 20 min) z 50 g masła, solą i cukrem. Kiedy będą miękkie, wlać 0,8 l wcześniej przygotowanego bulionu, zagotować (w oryginalnej wersji w tym momencie należy wsypać powoli ryż, mieszając jednocześnie drewnianą łyżką, a następnie gotować pod przykryciem 20 min. na bardzo wolnym ogniu). Ja gotowałam na bardzo wolnym ogniu przez ok. 15 min po czym dodałam płatki ryżowe i gotowałam jeszcze przez 5 min. Po ugotowaniu całość zmiksować, a następnie przetrzeć przez gęsty cedzak lub sitko. Rozrzedzić pozostałą częścią bulionu, podgrzać i dodać odłożone masło.
Gotową zupę Crécy podałam z obsmażonymi na maśle grzankami.
Smacznego :-)

niedziela, 26 października 2008

Piekarnia Mojego Taty


Jest jedno bardzo ważne miasto w Polsce, a dla mnie chyba najważniejsze.
Odwiedzam je i tęsknie za nim kiedy mnie tam nie ma.
Czy znam je dobrze? myślę, że poznaje za każdym razem od nowa i odkrywam dla siebie kolejne jego części.
Można powiedzieć, że jest w tym mieście jeszcze jedno miasto. To krakowski Kazimierz ze swoją bogatą historią, który od paru lat przeżywa swój renesans. I chociaż tak wiele się tam dzieje, cały czas spotykam na swojej drodze osoby, które nigdy tam nie były, ponieważ nie lubią zbaczać ze swoich utartych ścieżek po Krakowie.
Ja oczywiście też mam swoje szlaki w tym mieście, ale Kazimierz odwiedzam zawsze i to z wielu powodów np. spacer do synagogi. Mury tej najstarszej w Polsce zachowanej bożnicy są symbolem obecności Żydów w naszej tysiącletniej historii. Stara synagoga jest taką samą cząstką dawnego Krakowa jak Sukiennice, Barbakan, czy Brama Floriańska. W tej synagodze w 1794 roku wygłosił przemówienie Tadeusz Kościuszko, oświadczając, że „niczego tak nie pragnie dla siebie, obchodzi go jeno opłakany stan ojczyzny i uszczęśliwienie wszystkich jej mieszkańców, do których i Żydów zalicza”.
Wiosnę Ludów 1848 roku witał tu z radością, ze swoimi współwyznawcami rabin Beer Meisels. Kraków nazywany bywa drugim Rzymem, a żydowski Kazimierz Małą Jerozolimą. Beer Meisels, który był rabinem, ale również bankierem ma w Krakowie swoją ulicę. Ulica ta nosi jego nazwisko od 1912 roku.
Tu gdzie tyle historii, galerii, sklepów, muzeów właśnie ulica Meiselsa, kryje kolejną niespodziankę. Tu właśnie znajduje się miejsce, które już z daleka pachnie chlebem. „Piekarnia Mojego Taty” bo o niej właśnie mowa, pasuje tu idealnie. Tak jak Meisels był nie tylko rabinem, ale również bankierem tak i jej właściciel jest dobrym biznesmenem, szefem i co najważniejsze zna się na chlebie.
Takiego pieczywa nigdzie nie znajdziecie. Smak i zapach to nie tylko receptury, które są tajemnicą firmy, ale również stary piec, którego zdjęcie możecie zobaczyć w sklepie obok piekarni. Piec, który został postawiony w 1914 roku i składa się między innymi z tzw. rurek Perkinsa wykonanych z wysoko gatunkowej stali ciągnionej bez szwu i wypełnionych wodą destylowaną. Działanie systemu grzewczego polega na wytworzeniu pary, w której piecze się chleb. Właściciel piekarni Pan Wojtek Smętek z pasją opowiada o piekarni i jej funkcjonowaniu. Niestety internet nie jest jeszcze na tyle zaawansowany, żeby można było poczuć smak i zapach chleba pieczonego tradycyjnie czyli bez polepszaczy, ale mam nadzieję, że dzięki temu odwiedzicie Piekarnię Mojego Taty.
Warto jeszcze wspomnieć, że przy odrobinie szczęścia spotkacie tu artystów Piwnicy pod Baranami i wiele innych krakowskich znamienitości. Nad całą piekarnią czuwa dobry duch, który tak jak zakwas pomaga wyrastać chlebowi, tak on pomógł powstać tej piekarni. Ten dobry anioł Piekarni Mojego Taty to ojciec :-) właściciela piekarni, który z zawodu był piekarzem, jakiego teraz z lupą szukać. Cóż nowe pokolenie piekarzy to fachowcy od polepszaczy, ale na szczęście nie w tym miejscu. Przyjedźcie, kupcie, chleb i smakujcie...naprawdę warto.



Do piekarni będę jeszcze wracać....

*w tekście zostały wykorzystane fragmenty ksiązki „Pępek świata nazywa się Kraków”

piątek, 24 października 2008

Challah (chałka)

Składniki:

600 g mąki
225 ml cieplej wody
1 paczka suszonych
35 g miodu
5 łyżek oleju
2 jajka
1/2 łyżeczki soli
jajko do posmarowania

Przygotowanie :

Wszystkie składniki wymieszać, aż ciasto się napowietrzy i będzie gładkie.
Ciasto odstawić na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie ciasto ugniatamy i dzielimy na 4 równe części.
Z czterech części zaplatamy warkocz. W momencie, w którym nie można już w dokładny sposób zaplatać warkocza należy przyciąć końce i podwinąć, a z resztek ciasta uformować tym razem 3 wałeczki, z których powtórnie zrobimy warkocz. Mały warkocz układamy na dużym (na środku)
Odstawiamy tak wyrobione ponownie na godzinę.
Po godzinie smarujemy chałkę rozrobionym jajkiem.
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni i wkładamy do niego ciasto.
Pieczemy 35-40 minut. (piekę w piekarniku elektrycznym ).
Chałka w którą stukamy po upieczeniu i która wydaje głuchy odgłos jest gotowa.
Smacznego!!!



Knedle ze śliwkami



Zawsze mówię, że to kluski, po których można utonąć, ale za to dobre obciążniki ;-)
mniam! mniam!

Składniki ciasta :

750 g ziemniaków
250 g mąki
jajko
sól

Nadzienie :
½ kg śliwek bez pestek
3 łyżki cukru

Ziemniaki umyć i ugotować w mundurkach. Po ugotowaniu obrać i przecisnąć przez praskę. Dodać resztę składników i zagnieść ciasto.
Z ciasta formować wałek o średnicy 4 cm i kroić na małe kawałki, z których robimy placki, do których wkładamy połówki śliwek i posypujemy cukrem po czym zamykamy tak aby powstały kulki.
Knedle wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy aż wypłyną.
Ja podaję je z masełkiem, które rozpuszczam na patelni z cukrem i cynamonem.
Smacznego :-)

czwartek, 23 października 2008

Omlet z serem

Dobrze jest zjeść pyszne śniadanie.
Z łóżka zawsze szybko wyciąga mnie myśl o cieplutkim i delikatny omlecie, popitym sokiem pomarańczowym lub poranną kawą. Najbardziej w tym śniadaniu cenię delikatność oraz lekkość.
Dobrze jest zacząć smacznie dzień może po to, żeby później szybko wybiec z domu, a może po to, żeby zobaczyć jak pasek od szlafroka ciągnie się za nami z powrotem do łóżka ;-)


Składniki :

5 średniej wielkości jajek
sól
pieprz
ser o wyrazistym smaku np. cheddar lub ementaler
łyżka masła
2 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:
Jajka wbić do miski, ubijać kilka minut trzepaczką tak aby masa stała się jednolita, a na powierzchni pojawiły się liczne bąbelki powietrza. Masa w ten sposób zwiększy trochę swoją objętość.
Następnie doprawić solą i pieprzem do smaku.
Na patelni rozgrzać oliwę i masło, wlać roztrzepane jajka i smażyć na dużym ogniu (ja używam płyty elektrycznej).
Pilnować żeby brzegi omletu nie przywarły do patelni. Smażyć aż na powierzchni omletu zostanie bardzo cienka warstwa nie ściętych jajek. Na tarce o grubych oczkach zetrzeć ser na ściętą masę, a następnie omlet delikatnie zsunąć na duży talerz składając go na pół.
Omlet po przekrojeniu w środku powinien zawierać rozpuszczony ser i być lekko wilgotny.
Smacznego :-)

niedziela, 19 października 2008

Barszcz biały na kurkach

Teraz czas na pochwałę mojej Mamy, która robi przepyszny barszcz biały na kurkach.
Rozpływam się nad tą zupą. Kiedy Mama częstuje zupką jestem w siódmym niebie. Obiecuje sobie, że w końcu muszę ukraść ten przepis. Boję się jednak, że tylko moja Mama potrafi wyczarować takie smaki.
Ta zupka to stary rodzinny przepis, który pochodzi od mojej prababci.
Pycha, niebo w gębie, smaki odpowiednio wyważone.
Maleńkie kurki, posmak żurku ale to nie jest żurek.
Mniam!

Drożdżówki z makiem

Zawsze uwielbiałam świeże drożdżówki, szczególnie wtedy kiedy wychodziłam z domu bez śniadania i wiedziałam, że są takie miejsca gdzie można liczyć na jeszcze ciepłą, smaczną drożdżówkę do kawy. Chociaż kupowałam zazwyczaj te z dużą ilością sera i kruszonki albo marmoladą to blog „Moje wypieki” zachęcił mnie do przygotowania drożdżówek z makiem.
Ja troszkę przepis zmodyfikowałam bo przecież jestem leniwa ;-) i np. nie kręciłam maku ;-)


Składniki ciasta :

75 g margaryny lub masła
250 ml mleka
25 g świeżych drożdży (lub o połowę mniej suszonych)
szczypta soli
70 g cukru
500 g mąki pszennej

Przygotowanie:

Mleko podgrzać, ale uważać, żeby nie doprowadzić do wrzenia. Margarynę rozpuścić w mleku, a następnie rozpuścić w nim drożdże. Wszystkie składniki połączyć i wyrobić na gładkie ciasto.
Ciasto odstawić na 1,5 godziny do wyrośnięcia.

Nadzienie:

Ze względu na lenistwo użyłam masy makowej z puszki.

250 g masy makowej
40 g cukru
50 g rodzynek
25 g orzechów włoskich (zmieliłam w młynku ręcznym)
1 łyżka miodu
olejek migdałowy do smaku (użyłam likieru migdałowego)
szczypta cynamonu
ok. 1 ½ łyżki skórki pomarańczowej kandyzowanej
1 łyżka miękkiego masła

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.

Kiedy ciasto wyrośnie ugnieść dobrze i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30 x 50 cm. Masę rozprowadzić na całej powierzchni ciasta, a następnie zwinąć.
Ciasto ciąć na kawałki o grubości od 2-3 cm. W każdym kawałku zrobić wzdłuż wgłębienie trzonkiem drewnianej łyżki.
Tak pocięte ciasto układać na blaszce i zostawić do wyrośnięcia na 10-15 min. Kiedy ciasto podrośnie posmarować glazurą z jajka i piec w rozgrzanym piekarniku w temp. 220 stopni przez 10 min.Studzić na kratce, a później już tylko zajadać ;-) Można upieczone drożdżówki posmarować lukrem.

Makrela w orzechach


Makrela pyszna chociaż tłusta ryba. Niestety nie wszędzie można ją dostać nad czym bardzo ubolewam (mam na myśli świeżą). Sposobów na rybkę jest dużo. Ja podałam makrelę w orzechowej panierce i nadziałam ją serem feta.


Składniki:

świeża makrela (w tym wypadku 2)
80 g orzechów włoskich
1 jajko
4 łyżki mąki
1 cytryna
2 czubate łyżki sera feta

Przygotowanie:

Orzechy zmielić i wysypać w dużym płaskim naczyniu, wymieszać ze szczyptą soli.
Rybę skropić sokiem z cytryny i pozostawić na 10 minut.
Przed smażeniem rybę faszerować serem feta, dzięki temu brzuszek powinien się ładnie zamknąć. Później maczać w jajku i delikatnie oprószyć mąką ( ja zrobiłam to za pomocą sitka), następnie panierować w orzechach (można sobie powtórnie pomóc jajkiem) i smażyć.
Na koniec wrzucam na patelnię trochę masełka. Smażyłam przewracając po ok. 10 minut z każdej strony.

Rybę podawać z cytrynką i kwaśno pikantną sałatką. Ja podałam również pieczone ziemniaki.
Smacznego!!!

Tyniec



Z resztą ja wyjaśniać niczego nie muszę ;-) bo najlepiej zrobił to Ojciec Leon Knabit między innymi w wywiadzie z Katarzyną Jarzembowską:
http://www.przk.pl/drukarnia.php?id_art=14167 Zapraszam do lektury!
Website counter
Blog jest mojego autorstwa i podlega prawu autorskiemu.

USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności albo grzywny.