czwartek, 20 listopada 2008

Giambotta


Giambotta

Giambotta to gulasz warzywny, który gotuje się szybko, a ponieważ jest z samych warzyw to jest on również bardzo lekki i zdrowy.
Teraz kiedy nadchodzą zimowe dni, a za oknem jest szaro, taka mieszanka kolorowych warzyw dobrze nam zrobi. Można powiedzieć, że przygotowanie ma działanie terapeutyczne ;-) a dodatkowo rozgrzewające.


Składniki:

2 średniej wielkości czerwone papryki
2 duże pomidory
2 średniej wielkości ziemniaki
1 bakłażan
1 duża cebula
sól i świeżo zmielony pieprz
¼ szklanki wody
2 łyżki oliwy z oliwek
4–5 listków świeżej bazylii


Przygotowanie:

Z pomidorów pozbywamy się twardych części i kroimy w kawałki. Warzywa kroimy w dużą kostkę i razem z wodą oraz oliwą wsadzamy do garnka. Przyprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy wszystko ok. 30 minut i podajemy ozdabiając bazylią.

Smacznego!!!
przepis Artiego Bucco

środa, 19 listopada 2008

Zakrapiane kulki


Po długiej przerwie postanowiłam osłodzić zimowe wieczory.
Dzisiaj coś prostego i jednocześnie ładnego.
Zakrapiane kulki, które mogą być ozdobą stołu na przyjęciu. Moja rodzina zjada je chętnie i nawet wtedy kiedy wszyscy są już najedzeni i zasłodzeni, zawsze znajdzie się ktoś kto ma miejsce na słodką kulkę ;-)
Moje kulki tym razem może nie mają genialnych kształtów ale to nie jest takie ważne :-)
Oczywiście uwielbiam słodycze, które mają nie tylko smak ale i kuszący wygląd dlatego chętnie zaglądam tam gdzie można znaleźć np. belgijskie pralinki i czekoladowe trufle.
Dzisiaj my zabawmy się w cukiernika...


Zakrapiane kulki:
25 dag masła
½ szklanki cukru
3 żółtka jajek
3 łyżki kakao
1 opakowanie cukru waniliowego
1 łyżeczka alkoholu (ale ja leję dużo więcej – wszystko zależy od waszych upodobań)
2 opakowania herbatników (użyłam petit bure)
wiórki kokosowe

Przygotowanie :
Herbatniki zmielić i połączyć z resztą składników. Kiedy już powstanie masa, którą oczywiście doprawiamy alkoholem kształtujemy z niej kulki wielkości orzecha (ja tym razem zrobiłam większe), następnie kulki obtaczamy wiórkami kokosowy i wstawiamy do lodówki żeby trochę stężały.
Masa musi być gładka, a jeśli okaże się za rzadka możecie ją wzmocnić odrobiną kokosu lub dodatkowymi herbatnikami.

Smacznego i dobrej zabawy !

Dodam tylko, że przepis pochodzi od mojej mamy, u której zawsze smakują fantastycznie :-)

poniedziałek, 10 listopada 2008

Rogale świętomarcińskie




Lubię długie weekendy, to okazja do wielu spotkań z rodziną i przyjaciółmi.
To zawsze czas na pyszne dania, których nie możemy zjeść w tygodniu, a w listopadzie to czas na rogale. Rogale wyjątkowe bo z Poznania, rogale których tradycja wypieku sięga 1891 roku.
11 listopada najlepiej być w Poznaniu ale kiedy nie możecie tam dojechać to musicie się mocno uśmiechnąć do św. Marcina żeby czuwał nad Waszym wypiekiem i koniecznie podzielić się słodkimi rogalami z rodziną i przyjaciółmi.
A jak to było z tymi rogalami:
Gdy zbliżał się dzień św. Marcina (11 listopada), ówczesny proboszcz poznańskiej parafii pod wezwaniem św. Marcina, ks. Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby - wzorem patrona - zrobili coś dla biednych. Józef Melzer, jeden z poznańskich cukierników, odpowiadając na apel proboszcza, upiekł trzy blachy rogali i przyniósł pod kościół. W następnych latach dołączyli do niego inni, aby każdy mógł w ten dzień najeść się do syta. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników. A po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Rączyński, natomiast tuż po II wojnie światowej przed zapomnieniem rogala uratował Zygmunt Wasiński. Tradycja wypiekania rogali świętomarcińskich na dzień 11 listopada przetrwała w Poznaniu do dziś. W tym dniu poznaniacy zjadają go kilkaset ton.
Powstaniu rogala towarzyszy legenda: Dawno, dawno temu wyśnił go jeden z poznańskich piekarzy. Ujrzał on we śnie świętego Marcina jadącego na koniu, podniósł zgubioną przez jego konia podkowę i postanowił, że będzie piekł ciasto w takim kształcie.
Tradycje poznaniaków są dla mnie bardzo ważne. Moi dziadkowie pochodzą z Wielkopolski i mieszkali w Poznaniu :-) ale kończmy wspomnienia i przejdźmy od lektury do czynów.

Składniki na ciasto :

1 kg mąki pszennej
6 jaj
0,5 kostki masła
2 łyżki cukru
50 g drożdży
1 szklanka mleka

Masa:

1,5 szklanki cukru pudru
200 g migdałów i orzechów
100 g białego maku
śmietana 18% - 200g


Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości mleka. Jajka utrzeć z cukrem i połączyć ze stopionym masłem. Nie przerywając ubijania, dodawać porcjami przesianą mąkę, mleko oraz wcześniej przygotowane drożdże. Ciasto wyrabiać do chwili, gdy zaczną pokazywać się pęcherzyki i wtedy pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Migdały, orzechy i mak zaparzyć, zemleć, utrzeć z cukrem i śmietaną aż do uzyskania gęstej masy(ja zaparzyłam orzechy 200g i migdały 200g po czym zmieliłam je w blenderze, możecie użyć gotowej masy makowej). Wyrośnięte ciasto rozwałkować i pokroić na kwadraty, a następnie każdy z kwadratów przekroić tak aby powstały dwa trójkąty. Na każdy z nich nałożyć porcję wcześniej przygotowanej masy, uformować rogaliki zwijając od szerszego brzegu i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wstawić do gorącego piekarnika i piec w temp. 220-250 stopni na złoty kolor.
Ja piekłam w temperaturze 230 stopni przez 10 min do zbrązowienia.

Smacznego!!!

Pamiętajcie na górę lukier! Pycha!
*historia rogali świętomarcińskich i przepis zaczerpnięte ze strony http://www.poznan.pl/

piątek, 7 listopada 2008

Już wkrótce świętomarcińskie rogale z moich rodzinnych stron ;-)

czwartek, 6 listopada 2008

湯 zupa

Czy macie ochotę na orientalne szaleństwo?
A może marzycie o podróży do kraju niebiańskiego smoka?
Jeśli odwiedzając małą chińską knajpkę marzycie chociaż o częściowym przeniesieniu tych tajemniczych smaków do swojego domu, musicie przygotować zupę z kiełków fasoli mung.
Ja lubię takie smaki, pamiętam pierwszą wizytę, w restauracji której właściciel słabo mówił po polsku ale nadrabiał to uśmiechem oraz pięknym ukłonem. Pamiętam też, że chińska kuchnia była wtedy dla nas nowością, a ja jako mała dziewczynka byłam pod wrażeniem wystroju restauracji, a także nowych smaków.
Moi Rodzice pokochali tą knajpkę i w ten sposób mieliśmy możliwość częstych odwiedzin połączonych degustacją ;-) Właściciel był bardzo miły a mój brat, który miał wtedy może 4 latka cieszył się specjalnymi względami i dostawał zawsze całą michę chipsów krewetkowych gratis.
Często zamawiałam zupę kwaśno-pikantną, kurczaka którego nazwy nie wymienię ;-) i popijałam wszystko radośnie jaśminową herbatą.
Do dzisiejszego dnia jestem zdania, że tylko ktoś kto wychował się w takiej kulturze jak Pan Lu i zna tą kuchnie od podszewki, może tworzyć te wszystkie dania. My w sposób nieudolny staramy się naśladować azjatów i niestety z różnym skutkiem.
Ja zainspirowana kuchnią chińską starałam się stworzyć własną orientalną zupę.
Spróbujcie i Wy.

Składniki:

1 litr wody
kilka pierścieni kalmarów (możecie użyć krewetek koktajlowych)
jedna marchewka tarta na grubych oczkach
3 łyżki drobnego groszku z puszki
100 g kiełków świeżej fasoli mung (nie z puszki !)
1 łyżka oleju sezamowego
1 kostka rosołu z kury
szczypta chili
szczypta pieprzu
szczypta soli
2 łyżki octu winnego
2 ząbki czosnku
½ pęczka makaronu soba połamanego na kawałki ok.1 cm

Przygotowanie:

Kostkę rozpuścić w wodzie i zagotować, marchew dodać do wywaru razem z makaronem.
Następnie dodajemy olej sezamowy i chili. Po chwili dodajemy ocet i kiełki fasoli, a później drobno pokrojony czosnek. Wszystko doprawiamy solą i pieprzem, a na koniec dodajemy groszek i kalmary. Kalmary można pokroić w kostkę.
W ten sposób powstaje lekko pikantna ciepła smaczna zupa.
Nazwijmy ją orientalną ;-)
Smacznego wracam do ksiązki o Chinach :-)

środa, 5 listopada 2008

Sałatka na gałązce


Tym razem coś szybkiego i zdrowego na ząb :-)

Bardzo lubię sałatki, kiedy idę wybierać warzywa ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka. Moje kupowanie zaczyna się od wąchania. Po pierwsze zapach np. pomidorów zdecyduje o tym czy kupię je czy nie. Jeśli chodzi o warzywa wole zakupy na targu u znajomej Pani, u której dosłownie biorę pomidory spod lady. Przykra przerażająca prawda jeśli chodzi o pomidory, które kupujemy w supermarketach jest taka, że ich dojrzewanie w magazynach, a raczej nabieranie koloru pozbawia je smaku. O tej porze roku jeśli kupuje warzywa w dużym sklepie wybieram te, które przyjechały z ciepłego kraju. Nie myślę w tym momencie o tym czym są pryskane czy nie, kieruje się raczej zapachem i smakiem, za którym bardzo tęsknie po lecie.
Nie oszukujmy się nawet w eko sklepach zdarzają się oszustwa i warto dokładnie sprawdzać czy ktoś nie robi interesu na naszym zdrowiu. Ale koniec straszenia przejdźmy do przyjemności czyli jedzenia;-)

To sposób na sałatkę, która poprawi nam humor.

ok. 10 listków świeżej bazylii
kilka liści sałaty lodowej
oliwa z oliwek
ocet winny
pomidory koktajlowe na gałązce (to raczej moja fanaberia jeśli macie takie, które są już pozbawione gałązki to oczywiście też mogą być)
kilka ząbków czosnku (to w zasadzie zleży od tego ja bardzo lubicie czosnek)


Przygotowanie :

Bazylię i sałatę porwać na drobne kawałki. Na ręce wylać ok. 2 łyżek oliwy i wszystko w rękach wmieszać.
Przygotować talerze i przełożyć na nie sałatę z bazylią.
Na rozgrzanej na patelni oliwie z oliwek ułożyć obrane ząbki czosnku i pomidory, można też użyć ulubionych ziół żeby doprawić oliwę. Smażyć aż czosnek zmięknie, oliwa nabierze smaku, a pomidorki będą ciepłe.
Sałatę skropić octem winnym i ułożyć na niej pomidory oraz czosnek wykorzystując smakową oliwę z patelni. Teraz tylko kromeczka smacznego pieczywa albo grzanka i smacznego!!!

wtorek, 4 listopada 2008

Ciasto marchewkowe


Przerwa na słodkie obżarstwo to jest coś.
Nawet Ci, którzy odchudzają się całe życie mają chwile słabości i lubią zrobić sobie dobrze.
Na przerwę w wiecznym odchudzaniu (ja tego oczywiście nie rozumiem chociaż lubię sobie pozrzędzić na ten temat) wybrałam tym razem ciasto, które zagościło w naszym domu już dawno temu. Ciasto, które wielu szokuje i jak się okazuje pozytywnie :-)
Przepis pochodzi od Liski, która wie co dobre.
Jest proste w przygotowaniu i smaczne. Można powiedzieć, że z każdym dniem leżakowania lepsze.
Dzisiaj mój mąż podjadał je w pracy... ;-)

Składniki:

4 jajka
250 g cukru pudru
300 g mąki pszennej
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki cynamonu
400 g marchwi obranej i startej na tarce o dużych oczkach
185 ml oleju słonecznikowego

Przygotowanie:

Mąkę przesiać przez sito razem z cynamonem, sodą i proszkiem do pieczenia. Wszystkie składniki oprócz marchwi wymieszać dokładnie.
Ja robie to w mikserze ale wcale tak nie trzeba ;-) ważna jest jak zwykle dokładność.
Na koniec dodać marchew i wmieszać ją w ciasto. Formę o średnicy 24 cm nacieramy masłem i wysypujemy mąką.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. Ciasto pieczemy przez godzinę.

Smacznego! Teraz wracam do mojego ciasta mniam!
Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”
Website counter

Nasze e-Książki
Foodle.pl
Blog jest mojego autorstwa i podlega prawu autorskiemu.

USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Art. 115. 1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2, ograniczenia wolności albo grzywny.